10. Jan Vermeer, Koronczarka, sala 837

Słuchaj

Na pewno kojarzysz „Dziewczynę z perłą” Vermeera. Pora zatem, abyś poznał jej młodszą, nieco mniej znaną siostrę, czyli „Koronczarkę”. Panie przedstawione na obu tych obrazach najprawdopodobniej nie były spokrewnione. Trudno to jednak ustalić, bo zarówno o jednej, jak i drugiej nie wiemy absolutnie nic.

Tajemnice „Koronczarki” nie kończą się jednak na niewyjaśnionej tożsamości dziewczyny. Co jeszcze ukrywa? Jakie detale mogły umknąć twojej uwadze?

Nie licz na to, że dowiesz się tego od „Koronczarki”. Od lat milczy i nie raczy nawet podnieść wzroku w stronę widza, bo tak bardzo zajęta jest swoją robótką. Ode mnie dowiesz się jednak co nieco na jej temat. Wystarczy, że poświęcisz mi 10 minut.

Gdzie dokładnie prezentowana jest “Koronczarka” Jana Vermeera?

“Koronczarka” znajduje się zaraz przy wejściu do galerii sztuki niderlandzkiej. Jest to ostatni obraz omawiany w tym pierwszym sezonie podcastu. Wracając, proponuję zatem zjechać schodami ruchomymi na sam dół, aby nie wracać tą samą drugą. Dzięki temu na parterze zobaczysz przepiękne “Konie z Marly” – rzeźby z nieistniejącego już pałacu Ludwika XIV.

Jeden mały obrazek, setki interpretacji…

Vermeer był mistrzem w dokumentowaniu otaczającej go rzeczywistości. Jestem pewna, że gdyby żył w czasach współczesnych, miałby setki obserwatorów na Instagramie. Malował przede wszystkim sceny we wnętrzach. Często sprawiają one wrażenie przypadkowych, spontanicznych, ale tak naprawdę są starannie wystylizowane – dokładnie tak jak większość współczesnych zdjęć publikowanych w mediach społecznościowych.

„Koronczarka” także ma bardzo starannie przemyślaną kompozycję, choć sprawia wrażenie przyłapanej podczas pracy. Obraz przedstawia nie tyle konkretną osobę, co ideał młodej pobożnej kobiety. Umiejętność robienia koronek była wówczas bardzo mile widziana u młodych dziewcząt. Do tego nasza bohaterka w przerwach czyta Biblię lub modlitewnik – świadczy o tym książka znajdująca się nieopodal przybornika z nićmi. Młoda panna nie śmiałaby sięgnąć po inną lekturę – musi to być jakaś książka religijna.

Na tym można by zakończyć analizę tego obrazu. Jeśli bliżej mu się przyjrzysz, dostrzeżesz jednak coś dziwnego.

Najpierw spójrz na dłonie koronczarki – doskonale widać, że dziewczyna trzyma w nich klocki do robienia koronek, na które nawinięta jest nić. Można nawet podejrzewać, że dziewczyna jest w początkowej fazie pracy – sugeruje to ustawienie szpilek.

A teraz zerknij na nici na pierwszym planie. Czy to w ogóle są nici? Wiemy to jedynie dlatego, że sugeruje nam to kontekst obrazu. Gdyby nie to, widzielibyśmy wyłącznie czerwoną plamę.

Dlaczego Vermeer tak je namalował? Przecież przedmioty, które znajdują się blisko naszych oczu są ostre. Rozmywają się dopiero wtedy, gdy zaczynają się oddalać.

To prawda.

Tylko, że Vermeer zapewne nie malował tego obrazu, polegając wyłącznie na własnych oczach i wyobraźni. Pomagały mu w tym liczne narzędzia optyczne, w tym camera obscura, czyli pradziadek współczesnego aparatu fotograficznego.

Urządzenie, z którego korzystał Vermeer najprawdopodobniej przypominało mały, częściowo wyciemniony namiot lub pokoik. Na jego przedniej ścianie była zamontowana niewielka, wypukła soczewka, natomiast na tylnej można było zobaczyć obraz, na który wycelowany był obiektyw. Obraz ten przypominał współczesny slajd z rzutnika. Camera obscura nie była jednak równie doskonała. Urządzenie miało trzy podstawowe wady:

Po pierwsze obraz był odwrócony – zarówno w pionie, jak i w poziomie. Jeśli zobaczylibyśmy więc dziewczynę, która pozowała do „Koronczarki” w camera obscura, byłaby ona swoim odbiciem lustrzanym odwróconym do góry nogami. 

Po drugie obrazu nie dało się mechanicznie utrwalić – był widoczny do czasu, kiedy obserwowany przedmiot był oświetlony.

I po trzecie: przedmioty znajdujące się na pierwszym planie były nieco rozmyte. Był to efekt zastosowania wypukłej soczewki.

Camera obscura – prezentacja działania, grafika z 1671 r. / źródło: Britannica.com

Tak o to rozwiązała nam się zagadka!

Wiemy dlaczego nici na pierwszym planie wyglądają tak, jak wyglądają. Najprawdopodobniej rozmazał je niedoskonały obiektyw camera obcsura. Mamy tu do czynienia z bardzo bliskim kadrem. Nici znajdowały się więc zbyt blisko soczewki, w efekcie czego ich projekcja stała się niedokładna.

Camera obscura to nie wszystko. Kolejne sekrety Vermeera

Niestety odkrycia mają to do siebie, że zamiast zamykać dyskusję, często tworzą kolejne pytania. Nie inaczej jest w tym przypadku. 

Wiemy, że Vermeer posiłkował się podczas pracy camera obscura. Jest to więcej niż pewne.

Nie wiemy jednak, jak przenosił projekcję na płótno. Nie tak łatwo jest przecież narysować slajd rzucany na ścianę. Przypominam też, że obraz uzyskany w camera obscura był odwrócony, i to zarówno w pionie, jak i poziomie.

Jakie sztuczki wykorzystywał więc Vermeer?

Teoretycznie mógł używać kalki. Ta wystarczyłaby jednak jedynie do tego, aby odwzorować zasadnicze kontury kompozycji. Czy wtedy Vermeer zdecydowałby się na to, aby tak nonszalancko potraktować nici na pierwszym planie „Koronczarki”? To mało prawdopodobne. Musiał mieć dokładniejsze narzędzia optyczne albo wręcz przeciwnie – mogło mu pomagać zwykłe lustro.

Do takich wniosków doszedł Tim Jenison, autor filmu dokumentalnego „Vermeer według Tima”, nominowanego do Oscara w 2015 r.

Tim Janison wysunął hipotezę, wedle której Vermeer miał przenosić projekcję z camera obscura na płótno centymetr po centymetrze za pomocą niewielkiego lusterka. Lusterko to mogło być zamontowane na nachylonym pod odpowiednim kątem uchwycie, aby malarzowi łatwiej było odtwarzać projekcję na płasko położonym płótnie.

Kilka klipów z filmu “Vermeer według Tima”, warto zerknąć, aby zobaczyć, na czym polega jego metoda.
Metoda Tima zastosowana przez innego rysownika

Koncepcja Tima jest bardzo przekonywująca z co najmniej dwóch powodów.

1. Przede wszystkim wyjaśnia, jak Vermeerowi udało mu się odwrócić obraz, oraz dlaczego w niektórych miejscach jest on pełen szczegółów, a w innych wygląda jak fragment impresjonistycznego płótna.

2. Poza tym wiemy, że metoda Tima działa, bo Tim sam przetestował ją w praktyce. Zrekonstruował pracownię Vermeera, wstawił tam camerę obscurę i namalował jeden z obrazów z Vermeera z wykorzystaniem lustra. Wyszło znakomicie – udało mu się stworzyć bardzo dobrą kopię obrazu Vermeera, mimo że sam nie jest malarzem.

Obraz po lewej to kopia Tima, po prawej oryginał Vermeera

Nigdy nie będziemy jednak w 100% pewni tego, jak i przy pomocy jakich narzędzi malował Vermeer. Do tego potrzeba by wehikułu czasu. To rozwiązałoby wszystkie zagadki związane z warsztatem malarza, ale zepsułoby zabawę wszystkim historykom sztuki, którzy zajmują się jego twórczością. „Koronczarka”, „Mleczarka”, „Dziewczyna z Perłą” i inne dzieła mistrza przestałyby też być tak fascynujące. Może więc to lepiej, że nie zdradziły nam jeszcze wszystkich swoich tajemnic?

Warto wiedzieć, że “Koronczarka” to bardzo mały obraz, mierzy zaledwie 21 na 23 cm, czyli nieco mniej niż kartka formatu A4 / źródło: Flickr

PS Jeśli „Koronczarka” właśnie stała się Twoim ulubionym obrazem z Luwru, wiedz że nie ty jeden jesteś jej fanem.

Auguste Renoir był zdania, że to najpiękniejszy obraz w całym muzeum. Vincent van Gogh  był zafascynowany kolorystyką obrazu, a Salvador Dali miał na jego punkcie obsesję. Zaczęła się ona od reprodukcji „Koronczarki”, która wisiała w domu rodzinnym Daliego. Potem malarz dorobił do niego surrealistyczną teorię. Był zdania, że „Koronczarka” morfologicznie jest rogiem nosorożca. Urządził nawet raz bitwę między reprodukcją „Koronczarki” i nosorożcem. Zwierzę szarżuje na płótno i je rozrywa. Wszystko zostało udekumentowane na filmie.

Co ma jednak wspólnego nosorożec i XVII-wieczny obraz autorstwa malarza, który zapewne nigdy nie widział takiego zwierzęcia?

Dali może był dziwakiem, ale na pomysł porównania „Koronczarki” z rogiem nosorożca naprowadziła go nauka, a konkretniej badania nad czwartym wymiarem i fizyką jądrową. Gdy naukowcy udowodnili, że cząstki, z których składa się wszechświat nieustannie się poruszają, Dali postanowił wyrazić to w swoich obrazach. Aby było to możliwe trzeba było jednak rozbić przedstawione przedmioty na części pierwsze. Idealnie nadawała się do tego spirala logarytmiczna – to jeden z najczęściej występujących w przyrodzie kształtów. Spiralą logarytmiczną są ramiona drogi mlecznej, muszle mięczaków, cyklony tropikalne. Jeśli przedstawimy ją w trójwymiarze, uzyskamy charakterystyczny, zakrzywiony stożek, który skojarzył się Daliemu z rogiem nosorożca.

Dali malując własną wersję „Koronczarki” rozbił ją zatem na dziesiątki rogów nosorożca. W przeciwieństwie do oryginału, jego obraz jest bardzo dynamiczny. Rogi przedstawione są w ruchu, wszystkie zmierzają w stronę spokojnej twarzy kobiety, która jest jednym z niewielu śladów po oryginalnej kompozycji.

Salvador Dali, Koronaczarka, studium paranoiczno-krytyczne / źródło: Salvador-dali.org

Książki i artykuły dla dociekliwych:

Muzyka wykorzystana w podcaście pochodzi z dwóch banków muzyki: Epidemic Sound oraz Free Music Archive.

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Subscribe

Odcinek 10