2. Bolesław Biegas, Sfinks, 1902 r., galerie Lille

Słuchaj

Gdyby 100 lat temu ktoś zdradził profesorom krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, że za kilkadziesiąt lat w Paryżu powstanie muzeum gromadzące dzieła sztuki z drugiej połowy XIX i początku XX wieku, i że będzie tam prezentowany jeden polski artysta, na początku na pewno byliby nieco zawiedzeni. Zastanawialiby się pewnie, dlaczego tylko jeden Polak zasłużył na ten zaszczyt. Przecież tylu u nas zdolnych malarzy i rzeźbiarzy.

Potem staraliby się pewnie odgadnąć, kto to będzie. Na pewno mieliby wiele typów: Matejko, Malczewski, może Mehoffer?

Jestem pewna, że nikt nie postawiłby na Bolesława Biegasa. Niby czemu? Przecież właśnie wyrzucili go z Akademii.

Ale to właśnie Sfinks, rzeźba Bolesława Biegasa, jest prezentowany w Musee d’Orsay i jest to jedyne dzieło sztuki polskiego artysty na ekspozycji stałej.

Za chwilę opowiem Ci jak do tego doszło. Wyjaśnię też jak rozumieć tę enigmatyczną rzeźbę. Jak już zapewne zauważyłeś, niespecjalnie przypomina ona sfinksa.

Bolesław Biegas, Sfinks, 1902 r.

Kim był Bolesław Biegas?

Życie Bolesława Biegasa do pewnego momentu przypomina pozytywistyczną nowelę. Mały Bolesław wychowuje się w ubogiej chłopskiej rodzinie. Jest inny niż pozostałe dzieci. Pasąc krowy, rzeźbi z drewna małe figurki przedstawiające zwierzęta. Talent chłopca zauważa najpierw lokalny ksiądz, potem pisarz Aleksander Świętochowski. Świętochowski jest zachwycony, że znalazł w prawdziwym świecie prusowskiego Antka i organizuje publiczną zrzutkę na artystyczną edukację dla chłopca. Tym sposobem Bolesław, który do niedawna nie umiał nawet czytać ani pisać, trafia na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Początkowo wszystko układa się świetnie. Biegas przykłada się do nauki, zdobywa nagrody, jest chwalony przez wykładowców.

Potem pozytywistyczna nowela jednak się kończy, bo do Krakowa przybywa Stanisław Przybyszewski – poeta i dandys, mający w poważaniu tradycję, opowiadający o „nagiej duszy” i „sztuce dla sztuki”. Po spotkaniu z jego twórczością Biegas nie chce mieć z pozytywizmem nic wspólnego. Przestaje rzeźbić wiejskie scenki, zmienia styl na bliższy symbolizmowi i tym sposobem w 1901 roku wylatuje z Akademii.

Księga życia – rzeźba, która była bezpośrednią przyczyną wyrzucenia Bolesława Biegasa z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 1901 / źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie

Był to ogromny zawód dla wszystkich tych, którzy wzięli udział w publicznej zbiórce na edukację chłopca. Pastuszek, w którym pokładali tak wiele nadziei, najzwyczajniej w świecie wzgardził ich pomocą i zachłysnął się dekadenckimi ideami.

Biegasa uratowały jednak sukcesy na X Wystawie Secesji w Wiedniu, gdzie jego prace zostały bardzo dobrze odebrane. Tym sposobem Biegas zyskał kolejnego protektora w postaci hrabiego Adama Krasińskiego, który ufundował mu wyjazd do Paryża, licząc na to, że tam niepokorny artysta odnajdzie się lepiej niż w dusznym Krakowie.

Biegas dotarł na miejsce, jednak nie podjął  studiów. Zamiast tego wynajął sobie własną pracownię i rozpoczął samodzielną karierę artystyczną. Niedługo później znalazł kolejnego mecenasa w postaci baronowej Trutschel, dzięki czemu nie musiał się troszczyć o byt. Do końca życia mieszkał i tworzył w Paryżu, osiągając mniejsze i większe sukcesy.

Bolesław Biegas w swojej paryskiej pracowni / źródło zdjęcia: Biegas.pl
Bolesław Biegas w swojej paryskiej pracowni / źródło zdjęcia: Association Bibliothèque Polonaise de Paris

Jak rozumieć Sfinksa?

Tak w ogromnym skrócie prezentuje się historia Bolesława Biegasa. Wiesz już, dlaczego jego obecność w Musée d’Orsay byłaby tak dużym zaskoczeniem dla jego profesorów, ale wciąż zagadką jest, dlaczego to akurat jego rzeźby znalazły się w Musée d’Orsay. Czy faktycznie były lepsze niż rzeźby Xawerego Dunikowskiego albo obrazy Olgi Boznańskiej?

Nie, żaden współczesny historyk sztuki nie udzieliłby tu twierdzącej odpowiedzi. Twórczość Biegasa, mimo że szkolił się przez jakiś czas w Akademii, pozostała nieco naiwna. Sfinks z Musee d’Orsay jest tego bardzo dobrym przykładem.

Dlaczego ta pochmurna postać ze zmarszczonym czołem w ogóle została nazwana sfinksem?

Cóż, nie jest to jedyny sfinks w twórczości Biegasa. Wyrzeźbił ich co najmniej kilka. Podobne postaci pojawiają się też na jego obrazach, które zaczął malować za radą Stanisława Wyspiańskiego, ale nie była to zbyt dobra rada, bo Biegas nie miał do malarstwa żadnego przygotowania i te obrazy są po prostu nie najlepsze.

Mówiliśmy jednak o Sfinksie. Biegas utożsamiał sfinksa z zagadką, absolutem, nagą duszą opisywaną przez Przybyszewskiego. Skąd to wiem? Biegas pisał też autobiograficzne dramaty. Ich lektura to wątpliwa przyjemność, bo Biegas był do ich pisania, podobnie jak do malowania, zupełnie nieprzygotowany. Tak, czy inaczej, w jednym z tych „dzieł” pojawia się zjawa sfinksa, która w takich oto słowach zwraca się do artysty:

„Ja jestem waszem słońcem, waszą dźwignią… wierzcie we mnie bo ja jestem widnokręgiem wszechpotęgi, wiedzy wiecznej. Wy jesteście narzędziami moich pragnień, wy rzeźbicie twory moje, nadajecie kształty różne, wykończycie każdy szczegół… kierowani wolą myśli mojej.”

Bolesław Biegas, Owczarek; Lechit: 2 obrazy dramatyczne, Warszawa
1906, s. 102.

Sfinks jest czymś w rodzaju bóstwa, które daje natchnienie artyście. Dlaczego jednak nie wygląda jak grecki sfinks, czyli lew z twarzą kobiety i orlimi skrzydłami?

Podejrzewa się, że Biegas wymieszał w tym dziele grecką i słowiańską mitologię, a inspiracją dla Sfinksa był dla niego posąg Światowida ze Zbrucza, którego faktycznie miał okazję widzieć na żywo w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Potwierdzeniem dla tej hipotezy są posągi sfinksów, które Biegas wyrzeźbił w kolejnych latach. Niektóre z nich mają zwielokrotnioną twarz podobnie jak Światowid, który patrzy na cztery strony świata.

Jak Sfinks znalazł się w Musée d’Orsay?

Wiemy już zatem, dlaczego Sfinks Biegasa nie przypomina sfinksa. Jak jednak rzeźba znalazła się w Musee d’Orsay?

Biegas miał w życiu wiele szczęścia.

Najpierw do patronów.

Potem do biografów.

W latach 80. XX wieku, czyli wtedy gdy powstawało Musee d’Orsay Biegasem zainteresował się francuski historyk sztuki Xavier Deryng. Poświęcił on artyście wiele artykułów, prezentując twórczość Biegasa na tle europejskiego symbolizmu i finalnie opracował jego monografię.

Nie wiem, czy Xavier Deryng czynnie uczestniczył w kreowaniu ekspozycji Musee D’Orsay. Wiem, że wielokrotnie podkreślał, że zakup Sfinksa, a następnie umieszczenie rzeźby na galerii było słuszną decyzją. Jestem też pewna, że gdyby podobną opinię wyraził polski historyk sztuki, nie miałby podobnej siły przebicia. Biegas może więc mówić o sporym szczęściu, że francuski historyk sztuki zdecydował się poświęcić mu tyle uwagi. Nie zdarza się to często.

Oczywiście, nie jest tak, że Biegas nie zasługiwał na to wyróżnienie. Był bardzo oryginalnym i odważnym artystą. Udało mu się też zaistnieć w paryskim świecie artystycznym. Pisali o nim krytycy tacy jak Guillaume Apollinaire, Émile Verhaeren czy André Fontaines.

Biegas bez wątpienia czuł się kimś wyjątkowym. Pod wpływem teorii Przybyszewskiego zaczął się kreować na wizjonera, który odczuwa świat mocniej niż reszta ludzi. Trudno, aby było inaczej. Na studia dla Biegasa składała się przecież cała Warszawa, którą Świętochowski przekonał do tego, że znalazł na mazowieckiej wsi prawdziwego Antka. Gdy Biegas usłyszał więc od Przybyszewskiego, że artyści to wyjątkowe jednostki, które tłumaczą ludziom świat, niezwykle silnie utożsamił się z tą ideą. Zamiast faktycznie tłumaczyć ludziom świat, obarczył jednak swoje dzieła niezwykle złożoną symboliką, którą chyba sam nie do końca rozumiał. I w tym też nie ma nic zaskakującego. Jak chłopak, który ledwie nauczył się czytać, mógłby stworzyć prawdziwie dojrzałą artystyczną teorię?

W 1923 roku Biegas podjął próby utworzenia elitarnego zakonu Mitra. Rzeźba powyżej to projekt pierścienia, jaki mieli nosić jego członkowie. Widzimy na nim same wybitnych postaci (m.in. Chopina, Berlioza, Mickiewicza), w krąg których zapewne się wpisywał.

Profesorom Akademii zabrakło jednak empatii i zamiast poważnie porozmawiać z Bolesławem, wyrzucili go z uczelni.

Gdyby ta historia była hollywoodzkim filmem,  niepokorny uczeń po kilku dotkliwych porażkach pewnie wróciłby do mistrza, a następnie razem podążaliby jedyną słuszną drogą.

Ale Biegas tego nie zrobił. Dzięki wyrazistej osobowości i za pewne niemałemu tupetowi jego kariera cały czas toczyła się po jego myśli. Nowi patroni i klienci w przeciwieństwie do profesorów, nie zwracali uwagi na niedostatki warsztatowe. Imponowała im za to legenda o natchnionym pasterzu i nieskrępowana wyobraźnia artysty.

Tym sposobem Biegas za życia osiągnął sukces o jakim wielu jego kolegów mogło jedynie pomarzyć. Potem jego legenda nieco przycichła, ale finalnie i tak wyszedł na swoje, bo to właśnie jego rzeźba jest prezentowana wśród prac Muncha i innych wybitnych symbolistów tego czasu.

Nie będzie zatem „a nie mówiłem?”, drodzy panowie profesorowie. Dawny uczeń utarł wam nosa i udowodnił, że techniczna perfekcja nie jest jedyną drogą do sukcesu.

“Sfinksa” Bolesława Biegasa bardzo łatwo przeoczyć, na szczęście udało mi się go znaleźć na Google Art&Culture, zaznaczyłam rzeźbę na czerwono.

Na koniec tradycyjnie kilka książek i artykułów dla dociekliwych:

Jeśli zainteresuje was twórczość Bolesława Biegasa podczas wizyty w Paryżu warto odwiedzić też Bibliotekę Polską na Wyspie świętego Ludwika, gdzie znajduje się pokaźna kolekcja dzieł artysty.

Muzyka wykorzystana w podcaście pochodzi z dwóch banków muzyki: Epidemic Sound oraz Free Music Archive.

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Subscribe

Odcinek 2