4. Ernerst Meissonier, Kampania francuska, 1864 r., Galerie Seine

Słuchaj

Przyznaj, że gdyby nie ten podcast, nie zatrzymałbyś się przy tym obrazie. Nie musisz się z tym kryć, nie będzie to przejaw ignorancji. Gdy pierwszy raz zwiedzałam Musée d’Orsay z pewnością też go pominęłam. Co niby miałoby przyciągnąć moją uwagę? Obraz nie jest duży, ma zaledwie 76 cm szerokości. Przedstawia Napoleona i jego armię w zimowym krajobrazie. Dla współczesnego widza nie ma w nim nic wyjątkowego. Współczesny widz przychodzi do Musée d’Orsay dla impresjonistów. Chce oglądać Moneta, Degasa i Renoira.

Jednak to właśnie  „Kampania Francuska” Ernesta Meissoniera została w 1890 roku sprzedana za rekordową sumę 800 tysięcy franków. Patrzysz na najdroższy XIX-wieczny obraz sprzedany za życia artysty. 800 tys. franków to bardzo dużo. Żaden inny obraz żyjącego malarza nie osiągnął wcześniej tak wysokiej ceny. Dlaczego tak mało mówi się więc o Erneście Meissonierze? Jak to możliwe, że jego obrazy, które kiedyś były warte tak wiele, dziś są niemal zupełnie zapomniane?

Ernest Meissonier skończył pracę nad „Kampanią francuską” w 1864 roku, czyli równo pół wieku po zobrazowanych na obrazie wydarzeniach. Do postaci Napoleona pozował sam. Na drewnianym koniu, w mrozie i śniegu. Scena rozgrywa się w końcu w zimowym krajobrazie. Malarz miał też na sobie oryginalny płaszcz z epoki, bo był niezwykle wyczulony na punkcie historycznej poprawności. Mówił, że gdyby nie został malarzem, z pewnością byłby historykiem.

Meissonier nie zawsze malował sceny batalistyczne. Wcześniej wsławił się jako malarz tzw. tabakierek, czyli obrazów w niewielkim formacie, które z powodzeniem mogłyby służyć za ilustracje do „Trzech Muszkieterów” Aleksandra Dumasa.

Obrazy te, podobnie zresztą jak sceny z Kampanii Napoleońskiej, doskonale wpisywały się w ówczesny nostalgiczny gust. Ludziom współczesnym Meissonierowi niezwykle trudno było się oswoić z teraźniejszością: z rewolucją przemysłową, z coraz liczniejszymi kominami fabryk, z nowoczesnymi metropoliami, które rozrastały się do niespotykanych dotąd rozmiarów.

Z tęsknotą patrzyli więc w przeszłość. Urządzając domy, chętniej niż po współczesne meble sięgali po antyki z czasów Marii Antoniny. Ówczesna architektura także była miksem stylów minionych epok i poza nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, takimi jak żelbet, nie proponowała wiele nowego. Są to też czasy renowacji licznych zabytkowych budynków. Renowacji na modłę dziewiętnastowieczną, która wyżej niż historyczny wygląd budowli, ceniła romantyczną wizję epoki. To właśnie wtedy, za sprawą architekta o nazwisku Viollet le Duc, dach katedry Notre Dame ozdobiły rzeźby gargulców i iglica, która runęła w czasie ostatniego pożaru. Wcale nie było ich w oryginalnym projekcie.

Obrazy muszkieterów rodem z XVII wieku doskonale wpisywały się w ten trend. Choć nie były one zbyt wysoko cenione przez krytykę, uczyniły Meissoniera najsłynniejszym francuskim malarzem. Sprzedawały się na pniu i to nie tylko we Francji. Dzięki temu Meissonier dorobił się sporego majątku, jednak z czasem obrazy muszkieterów przestały mu wystarczać. Czuł, że powinien podejmować się poważniejszych tematów. Wtedy w jego twórczości – również na fali historycznej nostalgii – pojawił się Napoleon.

Meissonier postanowił poświęcić cesarzowi francuzów nie jeden obraz, lecz cały cykl malarski. „Kampania francuska” to jedno z pierwszych płócien z tej serii. Meissonier wystawił je na Salonie w 1864 roku, czyli rok po tym, kiedy Manet pokazał światu „Śniadanie na trawie”. W przeciwieństwie do Maneta, Meissonier zebrał świetne opinie. „Kampania Francuska” była chwalona za wierność historycznym faktom i melancholijny nastrój. Widzom bardzo podobało się również to, jak na obrazie prezentuje się Napoleon. Nastroje poszczególnych żołnierzy nie są najlepsze, jednak cesarz wciąż ma w sobie mnóstwo determinacji.

Po sukcesie „Kampanii Francuskiej” Meissonier kontynuował cykl, ale malował go niezwykle wolno. Po części dlatego, że przerzucił się na większe formaty, po części ze względu na swoją obsesję na punkcie historycznej poprawności. Meissonier nigdy nie improwizował, malując mundury, broń czy końskie uprzęże. Za każdym razem starał się dotrzeć do oryginalnych źródeł.

Był również perfekcjonistą, jeśli chodzi o anatomię. Raz zbudował nawet w swoim ogrodzie własny tor kolejowy, na którym zamontował niewielki wózek. Po co? Chciał w ten sposób zbadać sposób, w jaki porusza się galopujący koń. Tor potrzebny był mu po to, aby nadążyć za galopującym zwierzęciem. Rozpędzony koń poruszał się równolegle do toru, po którym na wózku jechał Meissonier. Powtarzali tę czynność setki razy, aby malarz mógł sporządzić wystarczająco dużo szkiców.

Tym sposobem praca nad ostatnim obrazem z cyklu o Napoleonie zajęła Meissonierowi 10 lat. Ciągle coś w nim mu się nie podobało. Raz były to konie, raz jakiś inny detal. Gdy w końcu pokazał go publiczności, legenda Napoleona znacznie osłabła, bo w efekcie wojny francusko pruskiej, a następnie komuny paryskiej Francja znów stała się republiką. Zdecydowanie nie był to więc najlepszy moment na pokazywanie monumentalnego płótna ilustrującego bitwę z kampanii napoleońskiej.

W tym momencie Meissonier przerwał więc cykl o Napoleonie, ale wcale nie stracił popularności. Wciąż był podziwiany zarówno we Francji, jak i za granicą. Gdy umierał w 1891 roku nadal mówiono o nim, jak o największym artyście XIX wieku.

Dlaczego zapomnieliśmy więc o Meissonierze?

U kresu życia Meissoniera nikt (przynajmniej we Francji) nie spodziewał się, że impresjonizm będzie miał przełomowe znacznie dla sztuki. Te obrazy wcale dobrze się nie sprzedawały, ich twórcy byli nieustannie krytykowani i gdyby nie bardziej postępowi kupcy ze Stanów Zjednoczonych ciężko byłoby im się utrzymać. Tymczasem okazało się, że plamkowe obrazy to był dopiero początek. Potem na scenę wkroczą postimpresjoniści i neoimpresjoniści. Koniec stulecia upłynie pod znakiem secesji i symbolizmu, a XX wiek przyniesie totalną rewolucję w sztuce. Wszystko to wydarzyło się w ciągu zaledwie 20 lat! Obrazy Meissoniera wyglądały na tle młodej awangardy, jak antyki.

Meissoniera zgubił więc nie perfekcjonizm, lecz zła, oparta przede wszystkim na nostalgii strategia. Nostalgia zawsze dobrze sprzedaje. Lubimy myśleć, że kiedyś było lepiej, wracać wspomnieniami do czasów młodości i otaczać się starymi przedmiotami. Wie to Netflix, i wie to Disney. Do kin nie bez powodu co roku trafia filmowa wersja jakieś kultowej animacji. Dla studia to pewny zysk. Zastanów się jednak, który „Król lew” będzie wspominany za 50 lat? Ten oryginalny, czy nowa cyfrowa wersja? Spodziewam się, ze klasyk pozostanie klasykiem. Nowa wersja, choć wizualnie bezbłędna, jest tylko kalką. Podobnie jak kalką były obrazy muszkieterów Ernesta  Meissoniera. Do kanonu trafiły dzieła holenderskich mistrzów, na których malarz się wzorował. Podobnie było z cyklem napoleońskim. Znane są obrazy powstałe za życia cesarza, np. „Napoleon w stroju koronacyjnym” Jacquesa Louisa Davida. Cykl napoleoński Meissoniera jest jedynie ich cieniem.

Nie znamy Meissoniera, bo jego twórczość nie okazała się wystarczająco oryginalna. Historia zapamiętała odważniejszych twórców. Dla Meissoniera zabrakło miejsca już w pierwszym opracowaniu sztuki XIX wieku. Monumentalna dwutomowa książka autorstwa Lionello Venturi ukazała się w drugiej połowie lat 40. XX wieku. O Meissonierze nie było w niej najmniejszej wzmianki. Artysta, którego obrazy zaledwie 50 lat wcześniej były sprzedawane za setki tysięcy franków, nie zasłużył nawet na maleńki epizod.

Trudno się więc dziwić, że goście Musée d’Orsay w większości ignorują obrazy Ernesta Meissoniera. Współczesny widz przychodzi do Musée d’Orsay dla wyszydzanych za jego czasów impresjonistów. Chce oglądać Moneta, Degasa i Renoira, bo w przeciwieństwie do Meissoniera nie tkwili w przeszłości.

Książki i artykuły dla zainteresowanych:

  • Ross King, The Judgment of Paris: The Revolutionary Decade That Gave the World Impressionism, 2006 – najlepsze opracowanie na temat Meissoniera, jakie znam! Jest też dużo o Manecie i impresjonistach.
  • Informacje na temat obrazu na stronie Muzeum Orsay – link

Muzyka wykorzystana w podcaście pochodzi z dwóch banków muzyki: Epidemic Sound oraz Free Music Archive.


Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Subscribe

Odcinek 4