Niełatwo rozgryźć ten obraz. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że to jedna z najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejsza malarska zagadka, z jaką kiedykolwiek się zetknęłam. Na co właściwie patrzymy? Napis na tabliczce głosi, że jest to Madonna z Dzieciątkiem otoczona przez anioły, ale wizji tej daleko do przepełnionych matczyną czułością wizerunków Marii i Jezusa, jakich pełno jest w sztuce europejskiej. Tu Maria wciela się raczej w rolę wyniosłej władczyni, a zdaniem niektórych nawet kusicielki. Trudno w końcu nie dostrzec jej odsłoniętej, białej piersi i tego, że Maryja nie szykuje się raczej do karmienia. Dzieciątko służy jej bardziej za rekwizyt. W realnym świecie nie byłaby w stanie nawet utrzymać go w takiej pozycji. Co więc przez to rozumieć? Za chwilę wspólnie się nad tym zastanowimy.

Jean Fouquet, Madonna wśród aniołów, ok. 1450.
Zacznijmy od ustalenia podstawowych faktów. Madonna wśród aniołów znana jest także pod nazwą Dyptyk z Melun. Termin „dyptyk” sugeruje jednak, że kompozycja powinna składać się z dwóch niezależnych części. Gdzie jest zatem ta druga? W Gemäldegalerie w Berlinie. Do 1773 roku cały dyptyk znajdował się w kolegiacie w Melun, około 50 km na południe od Paryża. Pod koniec XVIII wieku kanonicy z Melun rozpoczęli gruntowny remont kościoła i w pewnym momencie zabrakło im funduszy na kontynuowanie prac. To właśnie wtedy postanowili sprzedać dyptyk, który wieki temu podarował kościołowi Étienne Chevalier – fundator tego obrazu, sportretowany zresztą na jego drugim skrzydle w towarzystwie swojego świętego patrona. Gdy dyptyk trafił na rynek sztuki, bardzo szybko został rozdzielony – dzięki temu łatwiej było pewnie znaleźć nabywców. Potem oba obrazy kilkakrotnie zmieniały właścicieli, aż w końcu XIX wieku panel przedstawiający Maryję z Dzieciątkiem trafił do Królewskiego Muzeum Sztuk Pięknych w Antwerpii, natomiast ten z portretem fundatora dołączył do kolekcji Gemäldegalerie w Berlinie. Obecnie obie części dyptyku spotykają się jedynie na nielicznych wystawach czasowych.

Jean Fouquet, Dyptyk z Melun, ok. 1450.
Są one na tyle różne, że pojawiły się teorie, jakoby wyszły spod ręki dwóch różnych artystów. Dziś przyjmuje się jednak, że każdy z paneli wykonał Jean Fouquet – nadworny malarz króla Francji Karola VII. Zróżnicowanie stylistyczne mogło być natomiast świadomym zabiegiem. Lewa tablica przedstawiająca Étienne’a Chevaliera wraz z patronem – najpewniej świętym Stefanem – może być ilustracją świata ziemskiego, natomiast prawa niebiańskiego, gdzie nie obowiązują prawa fizyki ani zasady perspektywy.
Mimo wszystko Fouquet upodobnił Madonnę do współczesnych sobie kobiet. Nosi ona bogate dworskie szaty typowe dla XV wieku. Zrezygnował również z dosłownego przedstawienia cherubinów i serafinów. Tych ostatnich Biblia opisuje jako przedziwne istoty o sześciu skrzydłach, z czego dwa służą do latania, dwa do zakrywania twarzy, a dwa do zakrywania nóg. U Fouqueta są to po prostu uskrzydlone dzieci w dwóch kolorach.
Tym, co najbardziej intryguje nas w tym obrazie, nie są jednak kolorowe anioły, tylko odsłonięta pierś Marii. Teoretycznie jest to w pełni uzasadniony zabieg – może być to po prostu jedno z wielu przedstawień Matki Boskiej Karmiącej. Cały szkopuł w tym, że nie widzimy tu czynności karmienia. Dzieciątko nawet nie siedzi Maryi na kolanie, bo wydaje się, że przedstawiono ją raczej w pozycji stojącej.
Jeśli poprosimy o pomoc wyszukiwarkę Google, dowiemy się, że modelką Fouqueta była kochanka króla Karola VII – Agnès Sorel, a obraz ten jest de facto jej kryptoportretem. Gdy spróbujemy dowiedzieć się czegoś więcej o Agnès Sorel, robi się jeszcze ciekawiej. Przedstawia się ją jako nieziemsko piękną i piekielnie ambitną królewską faworytę, która wprowadziła na dworze francuskim modę na suknie z rozsznurowanym gorsetem. Dowodem na to mają być jej inne wizerunki, na których portretowano ją z odkrytą piersią, a także rozmaite kronikarskie zapisy.

Portret Agnes Sorel przypisywany niekiedy warsztatowi Jeana Fouqueta, w rzeczywistości jest to późniejsza kopia z XVI wieku
Agnès miała być nie tylko piękna i seksualnie wyzwolona, ale także bardzo inteligentna i aktywna na polu politycznym. Podobno to właśnie za jej sprawą Karol VII przeszedł do ofensywy w wojnie stuletniej i w ciągu kilku kolejnych lat niemal zupełnie wyparł Anglików z terenów, które zajmowali we Francji. Na domiar wszystkiego Agnès poświęciła tej sprawie swoje życie, a także życie swojej nienarodzonej córki. Będąc w zaawansowanej ciąży, ruszyła w wyczerpującą podróż do Normandii, aby powiadomić rezydującego tam króla o możliwym spisku. Niedługo po przybyciu na miejsce doszło do porodu, ale dziecko niestety urodziło się martwe. Potem poważnie zachorowała także sama Agnès. Zmarła w wieku zaledwie 28 lat, najpewniej na skutek zatrucia rtęcią — tak przynajmniej wykazały badania jej szczątków przeprowadzone w 2004 roku. Nie sposób jednak ustalić, czy było to celowe otrucie, czy efekt ówczesnych praktyk medycznych. Z polskiej Wikipedii dowiemy się za to, że Agnès była nie tylko pierwszą w historii oficjalną metresą królewską, ale romansowała także z sekretarzem królewskim, Étiennem Chevalierem, czyli fundatorem Dyptyku z Melun. Miałoby to tłumaczyć umieszczenie na nim jej podobizny.
Czy to lubująca się w skandalach modelka wpłynęła więc na prowokacyjną pozę Marii? Drwiący ton kilku ostatnich zdań pewnie zdążył już wam sugerować, że niekoniecznie.Zacznijmy od tego, że Dyptyk z Melun powstał niedługo po śmierci Agnès Sorel. Nie ma więc szans na to, aby pozowała do niego osobiście z odkrytą piersią. Nie ma również żadnych wiarygodnych dowodów na to, aby faktycznie ubierała się w taki sposób. Niektóre źródła zarzucały jej co prawda, że nosiła bardzo modne wówczas suknie z głębokim dekoltem, przez który widać było piersi i sutki, ale nigdzie nie ma mowy o tym, aby celowo rozchylała gorset. Jej rzekome portrety z odkrytą piersią pochodzą natomiast z XVI wieku i to one były wzorowane na Dyptyku z Melun, a nie odwrotnie. Nie należy więc ich łączyć z warsztatem Jeana Fouqueta, jak sądzą niektórzy internetowi komentatorzy – powstały długo po jego śmierci.
Historię o grzesznej Madonnie powinniśmy więc włożyć między bajki. Skąd więc w ogóle pomysł, że Madonna wśród aniołów jest w istocie portretem Agnès Sorel? Łączono ją z tym obrazem co najmniej od 1608 roku – to właśnie wtedy pojawiła się pierwsza pisemna wzmianka identyfikująca Madonnę z Dyptyku z Melun jako Agnès. Nie musi to być oczywiście jednoznaczny dowód na to, że jest to jej portret. Tym bardziej że Agnès bardzo szybko stała się kimś na kształt proto-celebrytki. Jej tragiczna historia była bardzo popularna na francuskim dworze – opowiadano ją sobie przy okazji uczt i innych rozrywek. Stąd zresztą wzięły się jej pośmiertne wizerunki, które dziś mylnie bierzemy za portrety z epoki. Była niczym bohaterka baśni i legend.
Mimo to większość ekspertów jest zdania, że Madonna z Dyptyku z Melun jest zbyt modnie ubrana, aby mogła być przypadkową osobą. Jej wizerunek najpewniej był inspirowany jakąś postacią z dworu Karola VII, a w tym czasie mogła to być tylko Agnès Sorel.
W latach 80. XX wieku pojawił się dodatkowy trop. Wykonano wtedy rentgenogram portretu Karola VII znajdującego się w Luwrze, który także namalował Jean Fouquet. I co się okazało? Że pod spodem kryje się inny obraz! Wygląda on niemal dokładnie tak jak Madonna z Dyptyku z Melun, brakuje tylko aniołów wokół tronu. Z jakiegoś powodu Fouquet zamalował tę kompozycję i zastąpił ją typowo dworskim portretem Karola VII.


Rentgenogram portretu Karola VII
Badaczka Susie Nash wysnuła na tej podstawie teorię, jakoby to król Karol VII jako pierwszy zlecił namalowanie swojej kochanki jako Madonny. Wiadomo, że rozpaczał po jej śmierci – bez wątpienia zlecił wykonanie dwóch upamiętniających ją nagrobków. W jednym pochowano jej serce, w drugim resztę ciała; oba zostały niestety zniszczone podczas rewolucji francuskiej. W ich miejscu znajdują się dziś dziewiętnastowieczne rekonstrukcje. Może więc Karol VII kazał namalować także pośmiertny portret Agnès w roli królowej niebios? Tym sposobem symbolicznie uczyniłby ją monarchinią, którą z oczywistych względów nie mogła zostać za życia, choć król bardzo chętnie widziałby ją pewnie na tronie u swojego boku.
Dlaczego Fouquet zamalował szkic tego obrazu? Czy po czasie król uznał, że byłoby to zbyt odważne posunięcie i kazał zastąpić wizerunek Agnès własnym portretem, zachowując wiedzę o nim wyłącznie dla siebie? Jeśli tak, dlaczego Fouquet wrócił do tej kompozycji? Był z niej tak bardzo zadowolony, że zwyczajnie nie miał serca jej porzucić i po prostu czekał na okazję, aby móc wykorzystać ją w innym zamówieniu? A może to Étienne Chevalier zachwycił się podobizną Agnès i poprosił potem malarza o jej powtórzenie? Na te pytania nie znam odpowiedzi.
Nadużyciem jest na pewno dopatrywanie się romansu między Agnès a Étiennem Chevalierem. To, że umieścił jej podobiznę w swoim dyptyku, mogło być po prostu wyrazem podziwu dla jej urody. Albo próbą podkreślenia jej roli jako pośredniczki. Jako królewska faworyta mogła w końcu wpływać na decyzje Karola VII, podobnie jak Maryja wstawia się za wiernymi przed Jezusem. Nie musimy od razu robić z Agnès rozpustnicy, która nie dość, że sypiała z królem, to romansowała jeszcze z innymi mężczyznami na dworze. Jedyne, co z pewnością wiemy o jej relacji z Chevalierem, to że był jej przyjacielem oraz wykonawcą ostatniej woli, co wydaje się zrozumiałe ze względu na funkcję, jaką pełnił na dworze.
A co z polityczną aktywnością Agnès? Czy faktycznie miała tak wielki wpływ na rządy Karola VII, jak sugerują niektóre publikacje? I na ten temat niewiele wiadomo. Pewne są w zasadzie dwie rzeczy: że Agnès Sorel faktycznie była pierwszą królewską kochanką notowaną z imienia i nazwiska w kronikach oraz że będąc w zaawansowanej ciąży, ruszyła w podróż do Normandii, gdzie zmarła niedługo po porodzie. Cała reszta to jedynie domysły. Kroniki rozpływają się nad jej urodą i elegancją, ale milczą na temat politycznej aktywności, co nie znaczy, że temat ten był jej obojętny. Karol VII od urodzenia był otoczony przez silne, wpływowe kobiety: zaczynając od jego matki Izabeli Bawarskiej, która rządziła Francją po tym, jak jego ojciec popadł w obłęd, przez teściową Jolantę Aragońską, kończąc na Joannie d’Arc, która doprowadziła do jego koronacji. Nie można więc wykluczyć, że i Agnès w jakimś stopniu na niego wpływała, choć nie ma na to żadnych konkretnych dowodów. Pod znakiem zapytania stoi nawet wiarygodność badania jej szczątków. Zostały one poważnie sprofanowane podczas rewolucji francuskiej – to, co z nich zostało, przesypano do urny i właśnie te fragmenty poddano badaniom w 2004 roku. Skąd możemy mieć jednak pewność, że to rzeczywiście ciało Agnès? Jej historia to ciąg niekończących się znaków zapytania.

Rekonstrukcja nagrobka Agnes Sorel w Loches
Jest ona dla mnie znakomitą ilustracją jednej z największych słabości historii i historii sztuki, jaką jest fragmentaryczność i przypadkowość zachowanego materiału. Jeana Fouqueta oceniamy dziś na podstawie zaledwie kilku obrazów. Na pewno było ich więcej, ale nie przetrwały do naszych czasów. Podobnie jest z przekazami na temat Agnès Sorel: nie dość, że niewiele wiemy o jej życiu, to rzeczywiste świadectwa mieszają się z pośmiertną legendą, która zaczęła się wytwarzać w arystokratycznych kręgach niedługo po jej śmierci. Niełatwo jest to wszystko rozsupłać, o czym przekonałam się podczas przygotowań do tego odcinka. Tymczasem ludzki mózg tak bardzo lubi łączyć niekoniecznie powiązane ze sobą kropki w logiczne ciągi! Efektem tej skłonności są fascynujące, ale niekoniecznie prawdziwe historie, które więcej mówią o nas samych niż o realiach XV wieku.
Od pokusy tej nie są wolni nawet akademiccy badacze. Gdy Johan Huizinga w swojej słynnej książce Jesień średniowiecza opisał Dyptyk z Melun jako przykład „profanacji i dekadenckiej bezbożności”, również przemawiał przez niego określony światopogląd – protestancko-mieszczański konserwatyzm początku XX wieku. Nie wiadomo jednak, jak odbierano ten obraz w czasach, w których powstał. Gorszył? A może wręcz przeciwnie – inspirował i zachwycał? Doczekał się w końcu co najmniej kilku kopii i powtórzeń, choćby w sztuce witrażowej.

Madonna z dzieciątkiem, ok. 1450-1500, Musée Fenaille
Może było więc tak, jak sugeruje historyczka sztuki Megan Holmes, że Madonna wśród aniołów nie przekraczała żadnych moralnych granic, bo nie jest w pełni realistyczna. Spójrzcie tylko, jak szczegółowo Fouquet odwzorował koronę Maryi, a jak schematycznie potraktował jej sylwetkę. Gdyby chciał, potrafiłby zapewne realistycznie namalować jej pierś, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił. Jej ciało bardziej niż żywą kobietę przypomina marmurowy posąg z nienaturalnie dużymi piersiami. Zdaniem Megan Holmes mógł być to celowy zabieg, który miał pozbawić obraz erotycznych skojarzeń.Tym sposobem wracamy do punktu wyjścia – zagadka Dyptyku z Melun pozostaje nierozwiązana. Ze wszystkich wymienionych teorii najbardziej przekonuje mnie ta, według której król zlecił namalowanie Agnès w roli Matki Boskiej Karmiącej, ale w ostatniej chwili wycofał się z tej decyzji z obawy o swoją reputację. Wówczas pomysł ten przejął Chevalier – mógł sobie na to pozwolić właśnie dlatego, że nie łączyła go z Agnès żadna miłosna relacja. Nie adorował więc na obrazie kochanki, tylko Matkę Boską o obliczu najpiękniejszej kobiety świata, bo właśnie tak kroniki opisywały Agnès. Nie jestem jednak w stanie z całkowitą pewnością stwierdzić, że właśnie tak było. Na szczęście im dłużej wpatruję się w ten obraz, tym mniej mi to przeszkadza. Madonnie Fouqueta – podobnie jak Monie Lisie – zwyczajnie do twarzy jest z tajemnicą.
Wybrane źródła:
- T. Adams, C. Adams, The Creation of the French Royal Mistress: From Agnès Sorel to Madame Du Barry, University Park 2020.
- T. Adams, Agnès Sorel and the French Monarchy: History, Gallantry, and National Identity, Leeds 2022.
- R. E. Moss, Unsexy History: Writing with Respect, rachelemoss.com, 11.05.2018, https://rachelemoss.com/2018/05/11/unsexy-history-writing-with-respect [dostęp: 18.03.2026]
- N. Reynaud, La radiographie du Portrait de Charles VII par Fouquet, „Revue du Louvre et des Musées de France”, t. XXXIII, nr 2, 1983.
Muzyka wykorzystana do udźwiękowienia odcinka pochodzi z banku Epidemic Sounds.
Zrealizowano we współpracy z Przedstawicielstwem Flandrii w Polsce i w Krajach Bałtyckich.

