3. Fra Angelico, Koronacja Marii, Salon Carré, sala 708

Słuchaj

Ależ wybrałam nam nudny obraz. Jesteśmy w Luwrze, największym muzeum świata, gdzie roi się od światowej sławy arcydzieł i zatrzymujemy się przed obrazem jak z kościoła. Scena na nim przedstawiona nie wydaje się być zbyt złożona. Na tronie widzimy Chrystusa, tuż obok niego klęczy Matka Boska, Chrystus wkłada jej na głowę koronę i przypatruje się temu spore grono aniołów i świętych.

To wszystko. Z perspektywy współczesnego widza przyzwyczajonego do fotografii i kina 3D – nic specjalnego. Dla piętnastowiecznego florentczyka – szczyt iluzji, kolejne przełomowe dzieło, na widok którego można przecierać oczy ze zdumienia. Co jest w nim tak wyjątkowego? I dlaczego nie widzimy tego na pierwszy rzut oka? Aby się tego dowiedzieć, musimy się cofnąć w czasie o niemal 600 lat i spojrzeć na świat oczami ludzi współczesnych Fra Angelico. Zróbmy to zatem. Gotowy? W takim razie zaczynamy. Witaj we Florencji roku pańskiego 1425.

Gdzie dokładnie prezentowany jest obraz “Koronacja Marii”?

Po wejściu na pierwsze piętro kierujemy się w prawą stronę. Po drodze warto zajrzeć do Galerii Apollina (sala 705), bo to bardzo efektowne wnętrze. Potem zatrzymujemy się w Salon Carré, gdzie wisi “Koronacja Marii” i inne dzieła mistrzów wczesnego renesansu włoskiego.

Fra Angelico, “Koronacja Marii” / źródło: Wikimedia Commons

Co wydarzyło się we Florencji w 1425 roku?

Zanim ruszymy w podróż po mieście, pozwól że przedstawię Ci naszego przewodnika. Będzie nim sam autor naszego obrazu, czyli Fra Angelico. Malarz ma na sobie czarny, długi płaszcz i biały habit, ponieważ jest nie tylko artystą, ale i dominikańskim mnichem. Przypomina więc nieco zakonników przedstawionych na obrazie, na który patrzymy. Wszyscy mężczyźni w białych habitach i czarnych płaszczach w gwiazdy to właśnie dominikańscy święci. Fra Angelico namalował ich tu tak wielu, bo obraz miał zawisnąć w jego rodzimym klasztorze.

W 1425 roku nasz świątobliwy mnich nie potrafił jednak jeszcze tak malować. Dopiero się tego uczył. Na szczęście miał od kogo…

Florencja, widok współczesny, źródło: Jonathan Korner, Unsplash

Florencja początku XV wieku to jedno z największych i najnowocześniejszych miast w Europie. Działa w nim mnóstwo zdolnych artystów. Widać to na pierwszy rzut oka. Nad miastem rośnie właśnie monumentalna kopuła katedry Santa Maria del Fiore, budują się nowe kościoły i inne budynki publiczne. Florencja się zmienia i czuje to praktycznie każdy mieszkaniec miasta.

Ożywienie przeżywają także uniwersytety. Spora w tym zasługa Cosimo de Medici, nieformalnego władcy Florencji, który nie skąpi grosza na książki i wyprawy badawcze. To dzięki niemu najwybitniejsi artyści tego czasu zyskali dostęp do greckich i arabskich książek i manuskryptów o geometrii euklidesowej. Jaki był tego skutek? Mówi Ci coś słowo PERSPEKTYWA? Zakładam, że tak. Większość z nas styka się z tym pojęciem w szkole, ale mało kto wyjaśnia, jak doszło do wynalezienia perspektywy i jak poważne miało to konsekwencje, i to nie tylko dla sztuki.

Odpowiedź na pierwsze z tych pytań już znasz. Zasady perspektywy udało się wypracować dzięki książkom, będącym zalążkiem otwartej w 1436 r. biblioteki San Marco. Gdy ludzie zyskują dostęp do wiedzy, ma to zazwyczaj bardzo pozytywne konsekwencje i nie inaczej było w tym przypadku.

Fra Angelico zapewne był wśród uczonych, którzy studiowali książki gromadzone przez Cosimo de Medici. To nie on opracował jednak  zasady perspektywy. Jako pierwszy zrobił to jego kolega po fachu Filippo Brunelleschi. Przenieśliśmy się do 1425 roku, bo to właśnie wtedy miała miejsce publiczna prezentacja jego pierwszego perspektywicznego obrazu.

Było to wydarzenie na miarę prezentacji pierwszego iPhona. Brunelleschi nie stanął jednak ze swoim obrazem na scenie, tak jak Steve Jobs. Zamiast tego poprosił swoich widzów, aby ustawili się przy wejściu głównym do katedry we Florencji. Nie było to przypadkowe miejsce. Jego obraz przedstawiał budynek ośmiobocznego baptysterium, które  po dziś dzień znajduje się tuż naprzeciwko katedry. Widzowie mieli za zadanie patrzeć raz na obraz, raz na odbicie baptysterium w lustrze. Tym sposobem Brunelleschi pokazywał im, że jego obraz odzwierciedla rzeczywistość równie wiernie co lustro i to on jest tym, który odkrył, jak to zrobić.

Pierwszy perspektywiczny obraz był dość nietypowy, ponieważ na środku deski Bruneleschi … wywiercił dziurę. Po co? Chodziło o to, aby zrobić większe wrażenie na widzu. Uczestnicy prezentacji nie patrzyli bezpośrednio na obraz, lecz przez wywierconą w nim dziurę. W związku z tym, że widzowie byli ustawieni przed wejściem do katedry, było przez nią widać rzeczywiste baptysterium. Potem Bruneleschi proponował jednak, aby widz wziął do ręki lustro. Wówczas jego oczom ponownie ukazywało się baptysterium, ale tym razem było to już lustrzane odbicie obrazu / źródło: ResearchGate.net
Jeszcze jedna ilustracja, demonstrująca metodę Bruneleshiego. Wybacz, że nie opisałam je szczegółowo w podcaście, ale bardzo trudno ją opisać dysponując wyłącznie głosem.

Niebo namalowane, ale jak prawdziwe

“Koronacja Marii” w Luwrze, źródło: Flickr

Koronacja Marii” powstała jakiś czas po tym wydarzeniu. Doskonale widać, że Fra Angelico bazował na dokonaniach kolegi. W centrum dokładnie tak, jak na obrazie Brunelleschiego także mamy wieloboczną strukturę. Tym razem jest to jednak sześcioboczny postument zwieńczony gotyckim ołtarzem, a nie ośmioboczne baptysterium.

Fra Angelico w odróżnieniu od Brunelleschiego nie odwzorowuje bowiem świata rzeczywistego. Tematem jego obrazu jest niebiańska uroczystość, czyli tytułowa koronacji Marii – wydarzenie, które miało miejsce zaraz po jak Matka Boska “zasnęła” i wraz z ciałem została wzięta do nieba.

Dawniej takie sceny przedstawiono po prostu na złotym tle, ponieważ symbolizowało ono nieokreśloną boskość. Teraz jednak czasy się zmieniły. Po tym co zrobił Brunelleschi widzowie oczekiwali bardziej realistycznych obrazów, nawet jeśli te przedstawiały sceny dziejące się w zaświatach. Fra Angelico  postarał się więc, aby architektura, którą widzimy na obrazie była oddana dokładnie w taki sposób, jak zrobił to Brunelleschi, ale jednocześnie nie przypominała żadnych ziemskich budowli, bo patrzymy w końcu na scenę, która dzieje się w królestwie niebieskim.

Fantazyjna architektura jest jednak zaledwie tłem dla tłumu świętych. Oni także oddani są w mistrzowskiej perspektywie. W przypadku odwzorowywania postaci perspektywa nie jest jednak jedynym narzędziem, jakim może posłużyć się malarz, aby scena wydawała się bardziej realistyczna.

Fra Angelico zastosował tu jeszcze dwa inne ciekawe zabiegi.

Po pierwsze pozwolił on świętym na obrazie na odrobinę swobody. Zauważ, że te postaci ze sobą rozmawiają, zerkają na siebie, dokładnie tak jak prawdziwi uczestnicy jakiejś dworskiej uroczystości. Święty Tomasz z Akwinu odwraca się w stronę świętego Ludwika, święta Katarzyna mówi coś szeptem do świętej Agnieszki. Wszyscy oni są oczywiście skoncentrowani na tym, co dzieje się w centrum, ale jak to ludzie – lubią zamienić słowo ze stojącym obok sąsiadem. Nie są to już więc mistyczne, odrealnione postaci, jak na średniowiecznych obrazach.

Oprócz tego Fra Angelico położył ogromny nacisk na detale. Każda ze świętych postaci oddana jest niezwykle szczegółowo, a szczytem finezji jest sylwetka świętego Mikołaja, czyli klęczącego biskupa po lewej stronie obrazu. Jeśli bliżej mu się przyjrzysz, zobaczysz, że Fra Angelico zdecydował się namalować na jego szacie sceny z Drogi Krzyżowej. Widzimy tam zdradę Judasza, biczowanie i szykanowanie Chrystusa oraz spotkanie z Marią podczas niesienia krzyża. Każda z tych scen jest oddana nie mniej dokładnie niż reszta obrazu.

Dzięki temu iluzja, jaką buduje tu Fra Angelico jest jeszcze silniejsza. Poza tym sceny z szaty św. Mikołaja mają jeszcze jedną funkcję – rozbudowują narrację obrazu o dodatkowe wydarzenia. Patrząc na nie przypominamy sobie, że zarówno Chrystus, jak i Maria także byli ludźmi i oboje wiele wycierpieli zanim znaleźli się w miejscu, jakim są obecnie. Działa to trochę tak jak retrospekcja w filmie.

Niedoceniani ponierzy

Czy po tym wszystkim nadal uważasz, że “Koronacja Marii” to nudny obraz? Zgaduję, że nie. Już wiesz, że patrzysz na dzieło, które jest świadectwem poważnych zmian w sztuce europejskiej. Łatwo go nie docenić, bo nie jest tak spektakularne, jak obrazy Rafaela, Leonarda da Vinci czy Michała Anioła, ale pamiętaj, że ani Rafael ani Michał Anioł nie zdziałaliby wiele, gdyby artyści tacy jak Fra Angelico nie przetarli im wcześniej szlaków.

Na koniec kilka książek i artykułów dla dociekliwych:

Muzyka wykorzystana w podcaście pochodzi z dwóch banków muzyki: Epidemic Sound oraz Free Music Archive.

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Subscribe

Odcinek 3