1. 5 pytań o Muzeum Narodowe w Gdańsku

Słuchaj

Zgodnie z zapowiedzią z ostatniego odcinka berlińskiej serii podcastu witam Was w Muzeum Narodowym w Gdańsku. Będzie to nieco krótszy sezon niż zazwyczaj, ponieważ kolekcja tego muzeum nie jest aż tak duża, jak kolekcje Luwru czy Wyspy Muzeów, ale i tu kryje się wiele bezcennych skarbów, o których w szczegółach opowiem Wam w kolejnych czterech odcinkach. Zanim jednak do tego przejdziemy, jak zwykle zapraszam Was na odcinek wstępny, w którym odpowiadam na najczęstsze pytania związane z muzeum i przy okazji dzielę się różnymi faktami z jego historii.

1. Gdzie znajduje się Muzeum Narodowe w Gdańsku?

Muzeum Narodowe w Gdańsku ma aż 7 oddziałów. Aby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, warto wymienić je wszystkie:

Gmach główny mieści się na rogu ulic Rzeźnickiej i Toruńskiej stosunkowo niedaleko głównego miasta. Niestety okolicę, w której znajduje się muzeum, oddziela od ścisłego centrum wielopasmowa ulica, dlatego trudno tam przypadkowo zabłądzić podczas spaceru po Długim Targu. Mimo to zdecydowanie warto się tam udać, bo to właśnie w tym budynku eksponowana jest kolekcja sztuki dawnej, a więc również największy skarb muzeum, czyli “Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga.

Częścią Muzeum Narodowego jest również Zielona Brama przy Długim Targu. Organizowane są tam wyłącznie wystawy czasowe. Jest to także siedziba Gdańskiej Galerii Fotografii. Planując wizytę w Gdańsku, warto sprawdzić kalendarz odbywających się tam wydarzeń albo po prostu zajrzeć do środka przy okazji spaceru. Może akurat będzie się tam odbywać jakaś interesująca wystawa.  

Koniecznie trzeba wspomnieć również o Oddziale Sztuki Nowoczesnej. Należy go szukać w Oliwie, konkretniej w Pałacu Opatów na terenie Parku Oliwskiego. W Oliwie znajduje się również Oddział Etnografii. Mieści się on w dawnym spichlerzu opackim tuż przy Katedrze Oliwskiej.

Ostatni gdański oddział to Nowe Muzeum Sztuki NOMUS, gdzie prezentowana jest sztuka współczesna. Znajduje się ono na terenie Stoczni Gdańskiej. Ponadto Muzeum Narodowe w Gdańsku opiekuje się jeszcze dwiema instytucjami poza miastem – w Waplewie Wielkim mieści się Muzeum Tradycji Szlacheckiej, natomiast w Będominie koło Kościerzyny znajduje się Muzeum Hymnu Narodowego.

W podcaście mam zamiar skoncentrować się wyłącznie na eksponatach prezentowanych w gmachu głównym, a więc sztuce dawnej. Nie znaczy to jednak, że nie warto odwiedzić pozostałych lokalizacji. Jeśli tylko macie czas, zdecydowanie do tego zachęcam. Nie radzę jednak robić tego w ciągu jednego dnia – wszystkie wspomniane lokalizacje są dość mocno rozproszone, więc lepiej jest zwiedzać je etapami.

Gmach główny Muzeum Narodowego w Gdańsku przy ulicy Toruńskiej / fot. z prywatnego archiwum autorki

2. Jaka była pierwotna funkcja budynku, w którym mieści się oddział sztuki dawnej?

Nietrudno domyślić się, że gmach główny Muzeum Narodowego w Gdańsku pełnił niegdyś funkcje sakralne. Jest to dawny klasztor franciszkański. W przylegającym do muzeum kościele Świętej Trójcy wciąż odbywają się nabożeństwa. Część klasztorna od dawna nie jest już jednak domem zakonników. W 1555 roku na skutek reformacji budynek stał się własnością Rady Miejskiej. Ta zadecydowała natomiast, że będzie się tam mieścić  Gimnazjum Akademickie. To, że była do niegdyś szkoła, również łatwo sobie wyobrazić, zwłaszcza jeśli czytało się książki lub oglądało filmy o Harrym Potterze. Ciężkie, skrzypiące drzwi wejściowe, gotyckie okna i sklepienia w krużgankach – wszystko to miejscami bardzo przypomina filmowy Hogwart. 

Wnętrza Muzeum Narodowego w Gdańsku / fot. z prywatnego archiwum autorki

Począwszy od 1596 roku pod dachem gimnazjum mieściła się również biblioteka. Znajdowała się w miejscu, gdzie obecnie jest szatnia i sklepik z pamiątkami. Wspominam o niej, ponieważ była to jedna z pierwszych publicznych bibliotek w tej części Europy. Co więcej wiąże się z nią bardzo ciekawa historia z katastrofą morską w tle.

Główny bohater tej opowieści to Joannes Bernardinus Bonifacius d’Oria – włoski markiz i humanista. To właśnie on zdecydował się przekazać gdańskiej bibliotece swój niezwykle bogaty księgozbiór. Dlaczego obdarował tak hojnie Gdańsk, a nie Florencję, Genuę czy Amsterdam? Cóż, nie planował tego. Inkwizycji nie podobała się jednak jego działalność naukowa, dlatego musiał uciekać z rodzinnego Neapolu. Spakował wówczas cały swój dobytek, w tym książki, na statek i ruszył w wieloletnią podróż po Europie. Przez długi czas nie zagrzał nigdzie miejsca. Po prostu podróżował z miasta do miasta, wiodąc żywot nomady. Trwało to aż do 1591 roku. Wtedy jego statek niespodziewanie rozbił się nieopodal Gdańska. Na szczęście zarówno książki, jak i ich właściciel przetrwały wypadek. Katastrofa skutecznie zniechęciła jednak markiza do dalszych podróży. Leciwy uczony postanowił na stałe osiąść w Gdańsku. Zaproponował radnym, że przekaże miastu swój liczący ponad 1300 woluminów księgozbiór w zamian za mieszkanie, opał i niewielką pensję, na co ci bez wahania się zgodzili. Tym sposobem Gdańsk doczekał się prawdziwie nowoczesnej biblioteki wyposażonej w dzieła św. Augustyna, Arystotelesa, Platona, Cycerona, Erazma z Rotterdamu i wielu innych wybitnych uczonych, natomiast markiz mógł w spokoju pracować, nie martwiąc się o to, że inkwizycja zapuka do jego drzwi.

Epitafium Joannesa Bernardinusa Bonifaciusa d’Oria / źródło reprodukcji: WikiMedia

Biblioteka i gimnazjum działały w dawnym klasztorze do 1814 roku. Wtedy złupiła go wycofująca się armia napoleońska. Drogocenne zbiory biblioteczne na szczęście w większości udało się uratować – po upadku Napoleona przeniesiono je jednak do nowej siedziby.

W międzyczasie budynek klasztoru pełnił różne funkcje. Był szpitalem garnizonowym, pracownią rzeźbiarską, aż wreszcie stał się muzeum miejskim. Oficjalne otwarcie miało miejsce w 1872 roku.

Klatka schodowa w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Gdańsku fot. z prywatnego archiwum autorki

3. Co składa się na kolekcję Oddziału Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego w Gdańsku?

Zbiory tego oddziału mają dwa zasadnicze źródła. Pierwszym z nich są kolekcje wspomnianego już Muzeum Miejskiego i Muzeum Rzemiosł Artystycznych. Oba te muzea, nie powstałyby gdyby nie dary zamożnych gdańskich mieszczan. Najbardziej szczodry był Jacob Kabrun. To właśnie jemu muzeum zawdzięcza bogatą kolekcję malarstwa i grafiki  niderlandzkiej. Z prywatnych donacji pochodzą również gdańskie meble, wyroby złotnicze i szereg innych eksponatów. Niestety znaczna ich część została zniszczona albo wywieziona z Gdańska w czasie II Wojny Światowej. Te, które przetrwały są dziś przechowywane w Gmachu Głównym Muzeum.

Drugi filar kolekcji to wyposażenie gdańskich kościołów. Co ciekawe, najcenniejsze gdańskie ołtarze – na przykład Ołtarz Jerozolimski z Kościoła Mariackiego – przechowywane są w Muzeum Narodowym w Warszawie, a nie Gdańsku. Jest to efekt ich powojennych dziejów. W 1945 roku Armia Czerwona zarekwirowała wiele gdańskich dzieł sztuki i rozważała ich wywózkę do ZSRR. Nie doszło do tego dzięki Michałowi Walickiemu – historykowi sztuki odpowiedzialnemu za ich inwentaryzację. To on postarał się o to, aby Ołtarz Jerozolimski i inne bezcenne zabytki z gdańskich świątyń zostały w Polsce. Z jakiegoś powodu postanowiono jednak, że będą one eksponowane w Muzeum Narodowym w Warszawie. Znajdują się tam do dziś, choć raczej nie grozi im wywiezienie za granicę.

Jeden z ostatnich nabytków Muzeum Narodowego w Gdańsku, czyli „portret młodej Warmiaczki” / fot. autorki

4. Jak “Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga trafił do Gdańska?

To, że “Sąd Ostateczny” Memlinga znalazł się w Gdańsku jest wyłączną zasługą Pawła Beneke. Najciekawsze jest to, że wcale nie chciał on pozyskać dla rodzinnego miasta wielkiego dzieła sztuki. Był w końcu prostym kaprem, a nie artystą, kupcem czy bankierem. “Sąd ostateczny” wpadł mu w ręce zupełnie przypadkowo.

Jak do tego doszło? Wszystko zaczęło się od tego, że w 1471 roku miasta hanzeatyckie i Anglia wypowiedziały sobie wojnę. W takiej sytuacji każdy statek i miecz są na wagę złota, dlatego Gdańsk zdecydował się wyremontować swoją największą trójmasztową karawelę, która czekała w porcie na zasłużoną emeryturę. Początkowo okrętem dowodził rajca Berndt Pawest. Męczyło go jednak pływanie starym, wysłużonym statkiem, który był co prawda wielki i potężny, przez co siał postrach wśród wrogów, ale jednocześnie co chwila się psuł. Wtedy zastąpił go kaper Paweł Beneke. Był on świadomy wspomnianych niedogodności, ale postanowił na nie przystać, bo miał w głowie pewien plan. Jako kaper nie dostawał wynagrodzenia za swoje usługi, ale miał prawo do łupów pozyskanych przy okazji działań wojennych. Tymczasem doszły go słuchy, że każdej wiosny przez kanał La Manche przeprawiają się dwie galery z bardzo kosztownym ładunkiem. Wypływały one z portów angielskich, ale pod neutralną banderą burgundzką. Jeśli jednak ładunek był angielski, w teorii miał prawo je zaatakować. Tak więc zrobił gdy tylko znalazł się na francusko–brytyjskim wybrzeżu. Z wielką pewnością siebie napadł na obie galery na raz. Mniejszej udało się uciec, ale druga, ta większa i wolniejsza, nie była w stanie. Doszło do abordażu i dość krwawej bitwy, w której życie straciło kilkunastu marynarzy, a ponad 100 odniosło poważne obrażenia. Na szczęście dla Gdańska atak zaowocował zwycięstwem. Kaprom udało się przechwycić galerę wraz z całym przewożonym przez nią ładunkiem. Czego tam nie było! Kosztowności, przyprawy, tkaniny. Paweł Beneke mógł być z siebie zadowolony. Nawet on nie spodziewał się jednak znaleźć w ładowni obrazu. Jestem bardzo ciekawa, jaka była jego reakcja, gdy pierwszy raz go zobaczył. Anioły i diabły walczące o dusze zmarłych, grzesznicy cierpiący katusze w piekle, zbawieni zmierzający do bram niebios – wszystko to musiało robić oszałamiające wrażenie w skąpym świetle świecy, bo pod pokładem nie było raczej żadnego innego oświetlenia.

Właściciele ładunku domagali się oczywiście jego zwrotu. Mieli zresztą do tego pełne prawo, ponieważ większość zrabowanych kosztowności nie należała do angielskich, tylko włoskich kupców, którzy byli neutralną stroną w konflikcie. Pisali w tej sprawie do samego papieża, ale niczego wskórali. Paweł Beneke uparcie twierdził, że nie zauważył burgundzkiej bandery i zgodnie z prawem kaperskim zaatakował wrogi hanzie statek. Tym sposobem łupy stały się własnością załogi, natomiast “Sąd Ostateczny” zawisł w bazylice Mariackiej w Gdańsku jako dar samego Pawła Beneke. Do muzeum przeniesiono go dopiero po II Wojnie Światowej. Wcześniej obraz dwukrotnie został skradziony z Gdańska. Najpierw uprowadził go Napoleon. Przez krótką chwilę był prezentowany w Luwrze, ale na szczęście po upadku cesarza został zwrócony do Gdańska. Następnie w końcu II Wojny Światowej tryptyk został wywieziony w głąb III Rzeszy. Tam przechwyciła go Armia Czerwona, która zabrała obraz do Rosji – najpewniej do Muzeum Puszkina w Moskwie albo Ermitażu. Dopiero w 1956 roku obraz wrócił do Polski jako rzekomy “dar narodu radzieckiego”. Od tego czasu jest eksponowany w muzeum na ulicy toruńskiej.

Sąd Ostateczny Hansa Memlinga na ekspozycji w Muzeum Narodowym w Gdańsku / fot. autorki

5. Ile czasu potrzeba na zwiedzenie Muzeum Narodowego w Gdańsku? Ile kosztują bilety?

Ekspozycja w gmachu głównym nie jest duża. Na jej zwiedzenie powinna wystarczyć godzina albo dwie. Wiele zależy od tego, ile czasu chcecie spędzić przed “Sądem Ostatecznym”. Niektórzy potrafią mu się przypatrywać godzinami.

Bilety na szczęście nie są drogie. Zarówno w oddziale sztuki dawnej, jak i nowoczesnej bilet normalny kosztuje 15 zł, natomiast ulgowy 10. Uczniowie i studenci do 26 roku życia mogą wejść na wystawę za symboliczną złotówkę. Warto również rozważyć wizytę w muzeum w piątek, ponieważ wtedy można je zwiedzać zupełnie za darmo.

Galeria złotnictwa w Muzeum Narodowym w Gdańsku fot. z prywatnego archiwum autorki

Zdaje się, że to tyle, jeśli chodzi o ogólne informacje dotyczące muzeum Narodowego w Gdańsku. Czas zatem, abyśmy przyjrzeli się bliżej konkretnym eksponatom. W tym celu udajemy się do gmachu głównego na ulicy toruńskiej, po czym od razu wchodzimy na pierwsze piętro. Wszystkie omawiane w podcaście dzieła sztuki będą znajdować się na tym poziomie. Pierwszy przystanek robimy przy “Alegorii grzechu i zbawienia” Hansa Vredemana de Vriesa, kolejny przy “Portrecie młodej patrycjuszki” Antona Mollera, potem zatrzymujemy się przy “Martwej naturze z wiewiórką” Adreasa Stecha, a na końcu poświęcamy całą uwagę “Sądowi ostatecznemu” Hansa Memlinga. Celowo zostawiłam to spotkanie na koniec. Potrzeba nieco czasu, aby dokładnie mu się przyjrzeć, więc lepiej będzie, jeśli na tym etapie nie będą nas rozpraszać myśli o tym, że do zwiedzenia jest jeszcze reszta wystawy.

Książki i artykuły, z których korzystałam:

  • Beata Możejko, Atak Paula Benekego na galerę “Św. Andrzej/Św. Mateusz”, czyli o tym jak Sąd Ostateczny Hansa Memlinga znalazł się w Gdańsku, w: “Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. Losy, prawo, symbole”.
  • Juliusz A.Chrościcki, Profesorowie Michał Walicki i Jan Białostocki jako badacze gdańskiego ołtarza Memlinga, w: “Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. Losy, prawo, symbole”.
  • Małgorzata Abramowicz i in, Beata Purc–Stępniak (red. nauk.), Skarby Sztuki. Muzeum Narodowe w Gdańsku, 2016.

Muzyka wykorzystana w podcaście pochodzi z banku Epidemic Sounds

Zrealizowano przy pomocy finansowej Województwa Pomorskiego

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Odcinek 1