5. Hans Memling, Sąd Ostateczny, 1467-1471

Słuchaj

W odcinku wstępnym opowiedziałam Wam już o tym, jak “Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga znalazł się w Gdańsku. Teraz czas na to, aby zmierzyć się z tym, co właściwie przedstawia ten obraz. Dlaczego jest tak wyjątkowy? Co sprawia, że obok “Damy z Gronostajem” Leonarda da Vinci uważany jest za jedno z najcenniejszych dzieł sztuki w Polsce? Za chwilę poszukamy odpowiedzi na wszystkie te pytania. Już teraz mogę Was jednak zapewnić, że sława tego dzieła nie jest wyłączną zasługą jego burzliwej historii.

Hans Memling, Sąd Ostateczny / źródło reprodukcji: WikiMedia

Do tego, aby docenić wartość artystyczną “Sądu Ostatecznego” Memlinga nie trzeba wprawnego oka historyka sztuki. Wystarczy prosty eksperyment. Najpierw należy udać się do Bazyliki Mariackiej i przyjrzeć się tam kopii obrazu, a następnie zobaczyć oryginał w Muzeum Narodowym na Toruńskiej. Różnica jest kolosalna. Kopista nie był w stanie oddać ani świetlistości oryginalnego obrazu ani drobiazgowości przedstawionych na nim detali. Dziś po prostu nikt tak już nie maluje. Niderlandzcy malarze czasów Memlinga byli mistrzami w realistycznym odwzorowywaniu różnych przedmiotów. Spójrzcie na zbroję ważącego dusze Michała Archanioła. Odbija się w niej znajdująca się przed nim sceneria – rozległy, płaski krajobraz oraz zmarli wychodzący z podziemi. To przedłużenie kompozycji widocznej na obrazie. W podobny sposób został namalowany złoty glob, o który opiera stopy Chrystus. On także odbija niewidoczne dla oczu widza elementy.

Skąd u niderlandzkich malarzy motywacja do wplatania w obrazy tego rodzaju iluzji? Takie “smaczki” na pewno cieszyły ich klientów – bogatych kupców, bankierów i armatorów statków przewożących tkaniny i przyprawy. To właśnie oni i ich pieniądze wytworzyli w Niderlandach doskonałe warunki do rozwoju sztuki. Aby podkreślić swoją pozycję, nie wystarczyło już ufundować obrazu do kościoła. Powinien on być możliwie jak najbardziej kunsztowny, doskonalszy niż ten jaki miesiąc wcześniej zamówił konkurent z branży. W takich warunkach artyści również zmuszeni byli ze sobą rywalizować i szukać coraz to nowych sposobów na to, aby zaskakiwać swoich mocodawców, chociażby poprzez odblaski na połyskujących przedmiotach. W ten sposób na północy Europy narodził się renesans.

***

Renesans niderlandzki miał nieco inne źródło niż ten włoski. I tam i tu rynek sztuki napędzali pierwsi kapitaliści, ale na północy początkowo nie przyjęła się fascynacja antykiem. Doskonale widać to na przykładzie aktów w “Sądzie Ostatecznym” Memlinga. Nie mają one wiele wspólnego z rzeczywistą ludzką anatomią. Nie było to jednak spowodowane tym, że niderlandzcy artyści jej nie znali. Była to po prostu pewna konwencja. Twarze postaci zostały przedstawione bardzo realistycznie, natomiast ciała powielają pewien schemat. Nie są to w końcu ludzie z krwi i kości, tylko ich dusze wstające z grobów. Memling nie widział potrzeby, aby epatować w swoim dziele rzeczywistą golizną. Było to do przyjęcia w Italii, ale nie w Niderlandach. Tam nagie ciało ludzkie wciąż było tematem tabu. 

Obecnie renesans włoski cieszy się znacznie większą sławą niż ten w wydaniu północnoeuropejskim. W czasach Memlinga ceniono je jednak na równi. W innym wypadku mieszkańcy Italii nie sprowadzaliby na południe niderlandzkich obrazów, a była to dość powszechna praktyka. Naoczny przykład tego procederu mamy przed oczami. Tryptyk Sądu Ostatecznego powstał na zlecenie włoskiego bankiera Angelo di Jacopo Taniego. Około 1467 roku szykował się on do ślubu i uznał, że to doskonała okazja, aby zamówić obraz do kaplicy w rodzinnym kościele w Badia Fiesolana pod Florencją. Kaplica była poświęcona świętemu Michałowi Archaniołowi, więc oczywistym wyborem był temat Sądu Ostatecznego. Z racji tego, że Tani był kierownikiem filii banku Medyceuszy w Brugii, postanowił powierzyć namalowanie obrazu młodemu Hansowi Memlingowi, który właśnie przybył do miasta i najpewniej cieszył się już wówczas renomą zdolnego twórcy.

***

Jeżeli tylko macie na to ochotę, możecie spojrzeć Angelo di Jacobo Taniemu prosto w oczy. Musicie w tym celu obejść tryptyk od tyłu. Wtedy przekonacie się, że na zewnętrznych skrzydłach znajdują się dwoje ludzi w pozach modlitewnych. Mężczyzna to Jacobo Tani, natomiast kobieta to jego żona Katarzyna.

Umieszczanie na zewnętrznych skrzydłach tryptyków postaci fundatorów było wówczas powszechną praktyką. Jeśli na średniowiecznym lub renesansowym obrazie zobaczycie klęczące postaci, które nie przypominają żadnych świętych, prawdopodobnie są to właśnie sponsorzy dzieła. Tani poszedł jednak o krok dalej. Chciał, aby zamówiony przez niego obraz był prawdziwie wyjątkowy, dlatego pozwolił sobie podsunąć Memlingowi kilka niestandardowych pomysłów.

Kwatery boczne tryptyku / źródło reprodukcji: WikiMedia

***

Zacznijmy od Michała Archanioła ważącego dusze. Bardziej intuicyjne wydaje się, aby to ciężar grzechów sprowadzał szalę na dół, i właśnie tak to wygląda na wielu innych przedstawieniach sądu ostatecznego. U Memlinga jest jednak inaczej. To grzesznik unosi się do góry, a zbawiona dusza opada ku ziemi. Stało się tak dlatego, że malarz za radą kogoś doskonale zaznajomionego z Pismem Świętym, prawdopodobnie Taniego, wziął na warsztat inny fragment Biblii. Chodzi o następujący ustęp z Księgi Daniela:

“Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres

– zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki”

DN 5,27

Jest to treść napisu, który zobaczył na ścianie starotestamentowy król Baltazar. Jak nietrudno się domyślić wieszczył on jego upadek i potępienie po śmierci. Wedle  bliskowschodnich wierzeń zbyt lekka dusza, nie była za życia wystarczająco dobra.

Rogier van Weyden, Sąd Ostateczny, ok. 1443-46, fragment

Hans Memling, Sąd Ostateczny, fragment

***

Ingerencje Taniego w treść obrazu nie kończą na sugestii, jak powinna działać anielska waga. Oprócz tego poprosił on Memlinga, aby sportretował na obrazie kilku jego znajomych z brugijskiej filii banku Medyceuszy. Zapewne chodziło mu o to, aby podkreślić swoje związki z tym środowiskiem, i tym samym zrobić jeszcze większe wrażenie – zarówno na mieszkańcach rodzinnej miejscowości, jak i uwiecznionych na obrazie osobach. Ich podobizny znajdują się wśród zbawionych dusz zmierzających do nieba.

Na tym jednak nie koniec. Szczególny zaszczyt przypadł Tommaso Portinariemu, nowemu kierownikowi medycejskiej faktorii bankowej. Jego oblicze nosi dusza znajdująca się na dolnej szali wagi Michała Archanioła. Decydując się sportretować go właśnie w tym honorowym miejscu, Tani najpewniej chciał podkreślić funkcję pełnioną przez Portinariego. Nie jest również wykluczone, że była to forma przysługi. To właśnie Portinarii podjął się w końcu misji dostarczenia gotowego obrazu do Włoch, ale jak wiemy jego statki nigdy nie dotarły do celu.

***

Pozostałe fragmenty obrazu są już raczej pomysłami Memlinga. Mają one wiele wspólnego z innymi przedstawieniami sądu ostatecznego, dlatego łatwiej je odczytać. Patrzymy na moment, gdy Chrystus ponownie schodzi na Ziemię i kończy się świat, jaki znamy. Matka Boska, Jan Chrzciciel i apostołowie nie muszą się bać o swój los, bo znajdują się już w królestwie niebieskim oddzielonym od reszty kompozycji obłokami i tęczą. Inni śmiertelnicy drżą jednak o przyszłość. Ci, którzy żyli pobożnie i cnotliwie kłaniają się świętemu Piotrowi i idą do nieba, natomiast grzesznicy są zaciągani do piekła, gdzie czeka ich wieczne potępienie.

Kompozycja obrazu jest dość statyczna i hieratyczna. Postaci świętych zgodnie ze średniowieczną tradycją są wyraźnie większe od dusz zwykłych ludzi. Jednocześnie na obrazie tak wiele się dzieje! Spora w tym zasługa niezwykle ekspresyjnych twarzy postaci, zwłaszcza grzeszników. Maluje się na nich mnóstwo emocji – strach, niedowierzanie, rozpacz – nikt z nas nie chciałby być na ich miejscu. Memling wykazał się również niemałą kreatywnością w malowaniu diabłów. Jak zwykle w tego typu przedstawieniach są to różne zwierzęce hybrydy, ale nie wydają się groteskowe jak wielu innych obrazach. Miejscami jest to prawdziwie przerażająca wizja.

***

Gdańsk nie widział niczego podobnego, zanim w Kościele Mariackim nie pokazano “Sądu Ostatecznego”. Żadna z działających w mieście pracowni malarskich nie dorównywała  kunsztowi warsztatu Memlinga. Nad Bałtykiem renesans nie miał jeszcze okazji się rozwinąć. Lokalna produkcja stała na bardzo niskim poziomie, bo większość dóbr luksusowych i tak sprowadzano z Niderlandów. Z gdańskiego portu statki wyruszały załadowane zbożem, drewnem i lnem, a w drodze powrotnej zastępowały je meble, gobeliny i inne cenne przedmioty produkowane z nadwiślańskich surowców. Niedawno okazało się, że “Sąd ostateczny” Hansa Memlinga również został namalowany na drewnie z państwa polsko–litewskiego. Analiza dendrochronologiczna wykazała, że najpewniej pochodziło ono z Mazowsza lub Wileńszczyzny. Żaden polski szlachcic nie zdobyłby się jednak na gest ufundowania takiego obrazu. Potrzeba było bitwy morskiej, aby trafił on do Gdańska.

Odkąd jednak się tu pojawił, na dobre wpisał się w lokalny krajobraz. Zachwycał zarówno królów, rajców miejskich, jak i prostych marynarzy. Pobudzał wyobraźnię i inspirował lokalnych artystów. Był obiektem zazdrości szeregu europejskich władców. Zarówno Tani, jak i Memling osiągnęli więc swój cel – stworzony przez nich obraz przyciągał setki spojrzeń i budził podziw wszystkich, którzy się z nim zetknęli. Nie spodziewali się jedynie, że tworzą spektakl dla obcej publiki.

Książki i artykuły, z których korzystałam:

  • Antoni Ziemba, Sąd Ostateczny Hansa Memlinga – zagadki badawcze [w:] Andrzej Nowakowski, Sąd: Sąd Ostateczny Hansa Memlinga, 2016.
  • Beata Możejko, Atak Paula Benekego na galerę “Św. Andrzej/Św. Mateusz”, czyli o tym jak Sąd Ostateczny Hansa Memlinga znalazł się w Gdańsku, w: “Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. Losy, prawo, symbole”.
  • Małgorzata Abramowicz i in, Beata Purc–Stępniak (red. nauk.), Skarby Sztuki. Muzeum Narodowe w Gdańsku, 2016.

Zrealizowano przy pomocy finansowej Województwa Pomorskiego

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Odcinek 5