Muzeum niedokończone. Tropem obrazów z kolekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego – wprowadzenie

Słuchaj

Ten sezon podcastu będzie znacząco różnić się od poprzednich. Będzie opowiadać o muzeum, które oficjalnie nigdy nie powstało. Po co więc poświęcać mu czas? Gdyby plan ten nigdy nie wyszedł poza papier, pewnie nie zaprzątalibyśmy sobie nim głowy. Rzecz w tym, że podjęto konkretne kroki, by wcielić go w życie. Zwyczajnie nie udało się go sfinalizować, a szkoda, bo moglibyśmy mieć wtedy w Warszawie muzeum o skali porównywalnej do Galerii Drezdeńskiej.

Głównym inicjatorem tego przedsięwzięcia był ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. Rozbiory nie pozwoliły mu spełnić marzenia o Museum Polonicum, co nie zmienia faktu, że zgromadził w Warszawie blisko 2500 obrazów z myślą o tym projekcie. Co się z nimi stało? Część została nieodwracalnie zniszczona. Te, które przetrwały, rozproszyły się natomiast po różnych muzeach w Polsce i na świecie. W kolejnych odcinkach ruszymy w wyobrażoną podróż ich tropem. Odwiedzimy Warszawę, Petersburg, Amsterdam, Londyn, a nawet Nowy Jork. Wszędzie tam można dziś podziwiać obrazy z dawnej kolekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego.

***

Skąd właściwie pomysł na to, aby opowiedzieć Wam o muzeum marzeń Stanisława Augusta Poniatowskiego? Zmotywowały mnie do tego dwa ubiegłoroczne wydarzenia – wystawa jedynego obrazu Van Gogha, jaki znajduje się w polskich zbiorach i otwarcie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. 

Pokaz Wiejskich chat pośród drzew uświadomił mi jak silna jest w Polsce tęsknota za muzeum, w którym można by podziwiać dzieła znanych na całym świecie artystów. Była to w końcu wystawa zaledwie jednego, nieszczególnie reprezentacyjnego dla Van Gogha obrazu. Mimo to pisały o niej media w całym kraju. Podobnie było zresztą, gdy kolekcja Porczyńskich, której częścią jest ten obraz, po raz pierwszy zawitała do Polski w końcu lat 80. XX wieku. Wtedy gazety porównywały ją wręcz do drugiego Luwru — o tym dlaczego ostatecznie się go nie doczekaliśmy, odpowiadałam w osobnym odcinku tego podcastu — jeśli jeszcze go nie słuchaliście, bardzo was do tego zachęcam

Marzenia o słynnym na całym świecie muzeum ożyły też przy okazji budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. O nim co prawda nikt nie pisał jak o drugim Luwrze, ale pojawiły się za to porównania do Bilbao, a właściwie żal o to, że miasto nie zdecydowało się na równie odważny projekt. Wiele osób życzyło sobie, aby w centrum Warszawy stanął podobny budynek, który rozwaliłby miasto na całym świecie. 

Mam wrażenie że za każdym razem, gdy pojawia się choćby nikła szansa na to, że w Polsce może powstać ikoniczne muzeum sztuki, budzi to ogromne emocje. Tak jakby jego brak w pewien sposób nam ciążył. Skoro problem ten tak bardzo nam doskwiera, pomyślałam, że warto przypomnieć, że już w końcu XVIII wieku podjęto próbę utworzenia takiej instytucji. Chodzi mi rzecz jasna o działalność kulturalną ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Nie ograniczała się ona wyłącznie do obiadów czwartkowych i sprowadzenia do Polski Canaletta. Były to zaledwie pojedyncze działania służące realizacji znacznie ambitniejszej wizji. Król chciał, aby Warszawa dołączyła do najważniejszych ośrodków kulturalnych w Europie. Aby było to jednak możliwe, w mieście musiały pojawić instytucje takie jak teatr, biblioteka publiczna, czy właśnie muzeum. Do budowy tego ostatniego król dążył szczególnie intensywnie. Sprowadził do Warszawy pokaźną kolekcję odlewów gipsowych słynnych antycznych rzeźb i nieustannie wzbogacał swoje zbiory o nowe obrazy – przede wszystkim dzieła sztuki włoskiej. flamandzkiej i niderlandzkiej, a także prace współczesnych mu artystów francuskich. Nie zdążył jednak przekształcić tej kolekcji w muzeum, bo to właśnie za jego panowania Rzeczpospolita na długie lata zniknęła z map Europy. 

***

Podejrzewam, że jednym z pierwszych pytań, jakie mogło pojawić się w waszych głowach, jest to, dlaczego dopiero nasz ostatni król zaczął dążyć do tego, aby w Polsce powstało muzeum sztuki. Czemu jego poprzednicy nie podjęli tej inicjatywy?

Trudno, żeby Jan III Sobieski czy Jan Kazimierz wpadli na ten pomysł. Musicie wiedzieć, że muzeum, zwłaszcza muzuem sztuki, to dość młoda idea. Narodziła się na przełomie XVII i XVIII wieku. Wcześniej obrazy służyły przede wszystkim dekorowaniu zamków i pałaców. Pełniły czysto użytkowe funkcje — miały rozpowszechniać wizerunki władców, dokumentować ich sukcesy i służyć politycznej propagandzie. Zmiana przyszła dopiero wraz oświeceniem – sztuka przestała być wtedy wyłącznie narzędziem władzy i zaczęła żyć własnym życiem. Wierzono, że jest ona w stanie umoralniać i uwrażliwiać odbiorców — innymi słowy wspierać kształtowanie doskonalszego, oświeconego społeczeństwa. Oczywistą konsekwencją takiego stanu rzeczy był wybuch mody na kolekcjonowanie dzieł sztuki i fundowanie ogólnodostępnych muzeów. 

Gdy pasja kolekcjonerska opanowała praktycznie całą Europę, na polskim tronie zasiadali Sasi, czyli August II Mocny i August III Sas. Zgromadzili oni niezwykle imponującą kolekcję dzieł sztuki, na co mogli sobie zresztą pozwolić m.in. dzięki unii Saksonii z Rzeczpospolitą. Nie ulokowali jednak swojej kolekcji w Warszawie, tylko w Dreźnie, o czym wspominałam Wam w odcinkach poświęconych Galerii Drezdeńskiej. Ich następca — Stanisław August Poniatowski — nie miał żadnych praw do tych obrazów. Wszystko przez to, że w Polsce funkcjonowała wtedy monarchia elekcyjna, a nie monarchia dziedziczna. Zgodnie z prawem majątek poszczególnych królów należał więc do ich spadkobierców, a nie do korony. 

Stanisław August Poniatowski w odróżnieniu od innych europejskich monarchów zaczynał więc budowanie swojej kolekcji sztuki praktycznie od zera. Mimo to podjął się tego zadania z wielkim zapałem — i to nie tylko z myślą o dobru Rzeczypospolitej. Kierowały nim także osobiste pobudki. Malarstwem zafascynował się jeszcze jako nastolatek, gdy podróżował po krajach Europy Zachodniej. Już wtedy marzył o stworzeniu własnej kolekcji sztuki, ale przez długi czas nie mógł sobie na to pozwolić, bo zwyczajnie nie było go na to stać. Dostęp do koronnego skarbca rozwiązał ten problem, więc już jako Stanisław II August z nieukrywaną przyjemnością przystąpił do pracy nad pierwszą państwową galerią obrazów. 

***

Jak właściwie wyglądał ten proces? Skąd król brał obrazy do swojej kolekcji? Najczęściej kupował je na stopniowo profesjonalizującym się rynku sztuki. Rzecz jasna nie osobiście – miał rozbudowaną sieć agentów w całej w Europie. To właśnie oni wypatrywali okazji do zakupu wartościowych dzieł. W podobny sposób postępowali zresztą August III Sas, król Prus Fryderyk II czy caryca Katarzyna Wielka, z tą różnicą, że oni mieli do dyspozycji pokaźniejsze budżety, w związku z czym mogli działać ze znacznie większym rozmachem. 

I Stanisław August nie szczędził jednak grosza na zakupy dzieł sztuki. Niektórzy zarzucają mu wręcz, że był zbyt rozrzutny, biorąc pod uwagę katastrofalny stan finansów Rzeczypospolitej. Czy zawsze były to dobrze wydane pieniądze? Kolekcja Stanisława Augusta Poniatowskiego bez wątpienia była bardzo nierówna – składały się na nią zarówno dzieła uznanych artystów, jak i drugo- i trzecioligowych malarzy. Nie brakowało też kopii, choć w tym miejscu warto zaznaczyć, że w XVIII wieku były one znacznie więcej warte niż obecnie. Król po prostu dążył do tego, aby pozyskać do swojej kolekcji możliwie jak najwięcej obrazów. Zgodnie z ówczesną modą miały one ilustrować style różnych szkół i epok. Oryginały rzecz jasna były najmilej widziane, ale jeśli ich zdobycie było niemożliwe, atrakcyjnym rozwiązaniem wydawały się również kopie. Nie było wtedy jeszcze przecież fotografii, a tym samym reprodukcji dzieł sztuki, więc był to jeden z niewielu dostępnych sposobów na to, aby zaznajomić się z najbardziej kanonicznymi dziełami. Z tego samego powodu król gromadził również grafiki. Miała być to swego rodzaju baza wiedzy i inspiracji, zarówno dla niego samego, jak i dla malarzy pracujących w królewskiej malarni.

Zostawmy jednak kopie i skupmy się na oryginałach, które udało się pozyskać do tej kolekcji. Gdybyśmy mieli ufać wyłącznie dawnym katalogom, sytuacja prezentowałaby się następująco: 12 Rembrandtów, 14 dzieł Bruegela, a także po 3 obrazy Rubensa, Antona van van Dycka, Cranacha i Holbeina. Na liście znajdują się także nazwiska takie jak Fragonard, Greuze, David, Tycjan, Veronese, a nawet Leonardo da Vinci. Wszystko to razem bez wątpienia pobudza wyobraźnię, ale nie dajmy się zwieść. Większość z tych obrazów to najprawdopodobniej kopie lub dzieła innych, mniej znanych twórców. Gdyby trafiły one jednak w tamtym samym czasie do Drezna lub Petersburga zapewne również wzięto by je za oryginały. Taki był po prostu wówczas stan wiedzy. Za mylne atrybucje nie należy posądzać więc wyłącznie  króla i jego doradców. 

Mimo wszystko w królewskim zbiorze były też prawdziwe perły. Za autentyczne uważa się co najmniej 3 obrazy Rembrandta, a także pojedyncze prace Jeana Honore’a Fragonarda, Luki Giordano, Davida Tieniersa, Antona van Dycka i wielu innych znakomitych twórców. Najdroższym obrazem pozyskanym do kolekcji był natomiast “Śpiący Amor” Guida Reniego. Niestety nigdy nie dowiemy, jak wyglądał oraz czy rzeczywiście było to dzieło tego malarza, bo ma on dziś status zaginionego podobnie jak wiele innych obrazów z dawnej kolekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Galeria obrazów w Łazienkach Królewskich w Warszawie – źródło: Łazienki Królewskie

***

Tym sposobem przechodzimy do niezwykle zagmatwanych losów tego zbioru. Król miał bardzo śmiałe plany. Marzył o tym, aby wyeksponować swoje obrazy w wielkiej, reprezentacyjnej galerii. Początkowo chciał ją zlokalizować na Zamku Królewskim w Warszawie. Nienajlepszy stan finansów Rzeczypospolitej nie pozwolił mu jednak na aż tak daleko idącą przebudowę. Ulokował więc swoją kolekcję w Pałacu na Wyspie w Łazienkach. Była to jego prywatna rezydencja, więc mógł znacznie swobodniej nią zarządzać.

Ci z Was, którzy byli w warszawskich Łazienkach, zdają sobie pewnie sprawę z tego, że Pałac na Wyspie nie jest szczególnie duży. Jakim cudem zmieściło się tam więc ponad 2000 obrazów? Była tam eksponowana tylko najbardziej reprezentacyjna część kolekcji. Reszta została podzielona między Belweder, Pałac w Kozienicach, a także na Zamek Królewski. Do tego ostatniego trafiły przede wszystkim monarsze portrety oraz obrazy o tematyce historycznej, które uzupełniały program ideowy tamtejszych wnętrz. Król miał co prawda w planach dalszą rozbudowę Pałacu na Wyspie – chciał, aby w jednym z dobudowanych skrzydeł znalazła się wymarzona galeria, która pomieściłaby jego całą kolekcję, ale III rozbiór Polski sprawił,  że musiał raz na zawsze zamknąć ten rozdział. 

Krótko po abdykacji łudził się jeszcze, że uda mu się zatrzymać przy sobie przynajmniej część swojego zbioru. Kazał zapakować do skrzyń około 200 najcenniejszych obrazów i przygotować je do wywózki za granicę. Celem numer jeden był Rzym – to tam król chciał się udać na wygnanie. I tym razem nic nie wyszło jednak z jego planów. Rosjanie za nic nie pozwoliliby mu na taki wyjazd – woleli mieć na niego oko. tak  Stanisław August Poniatowski zamiast do słonecznej Italii trafił do mroźnego i wietrznego Petersburga. Ostatnie lata życia spędził w Pałacu Marmurowym, gdzie towarzyszyło mu blisko 40 obrazów, które szczególnie wysoko cenił. Niestety większość z nich trafiła w ręce rozmaitych carskich urzędników. Stanisław August rozdawał je im, aby zyskać ich przychylność lub spłacić stale powiększające się długi.    

Stanisław August Poniatowski w Petersburgu, obraz pędzla Jana Czesława Moniuszki z 1883 roku

***

A co z dziełami, które zostały w Warszawie? Po śmierci króla stały się one własnością jego siostry Teresy Tyszkiewiczowej oraz bratanka Józefa Poniatowskiego. Ci stopniowo wyprzedawali jego spuściznę. W ten sposób obrazy z dawnej królewskiej kolekcji wzbogaciły zbiory Czartoryskich, Rzewuskich, Tarnowskich i wielu innych polskich rodów. Niewiele wiemy jednak o ich losach – tylko pojedyncze z nich zachowały się w polskich zbiorach. Pozostałe musiały zostać zniszczone lub sprzedane gdzieś za granicą.

Znaczna część królewskiej kolekcji trafiła też w ręce cara Rosji Aleksandra I po tym jak Teresa Tyszkiewiczowa postanowiła mu sprzedać Łazienki wraz z całym wyposażeniem. Szczęśliwie większość znajdujących się tam obrazów pozostała w Pałacu na Wyspie aż do wybuchu I Wojny Światowej. Wyjątkiem były dzieła powiązane z dziejami Polski – po stłumieniu Powstania Listopadowego car Mikołaj I kazał je wywieźć do Moskwy, a następnie spalić. Kilka wyjątkowo cennych obrazów zabrano też do Ermitażu, skąd w większości nigdy już nie wróciły. 

Tak oto z kolekcji liczącej ponad 2000 obrazów w polskich zbiorach przetrwało zaledwie 276 obiektów: 116 znajduje się w Łazienkach Królewskich, 106 w Zamku Królewskim, a 54 w Muzeum Narodowym w Warszawie. Biorąc pod uwagę ich burzliwe losy, i tak należy uznać to za sukces. Po drodze wydarzyły się przecież jeszcze dwie wojny światowe, a te także nie były łaskawe dla królewskiej kolekcji. O tym powiemy sobie jednak więcej w kolejnych odcinkach z tej serii. Pozwólcie, że pokrótce je Wam zajawię. Nasza podcastowa podróż śladem królewskich arcydzieł rozpocznie się w stolicy. W kolejnych trzech odcinkach odwiedzimy Pałac na Wyspie, Zamek Królewski oraz Muzeum Narodowe w Warszawie. Potem ruszymy w znacznie dalszą drogę. Przygotujcie się na wirtualną wizytę w petersburskim Ermitażu, Frick Collection w Nowym Jorku, Rijksmuseum w Amsterdamie, a także dwóch londyńskich muzeach: Wallace Collection i Dulwich Gallery. Lista ta mogłaby być oczywiście znacznie dłuższa, ale nie chodzi o to, aby zbudować tu kompletny katalog wszystkich zachowanych dzieł z kolekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego. Chciałam raczej zaprezentować przegląd najważniejszych z nich, aby udowodnić Wam, że w łazienkowskiej galerii rzeczywiście było na czym zawiesić oko. 

Źródła:

  • D. Juszczak, Malarski zbiór króla Stanisława, rozprawa doktorska napisana pod kierunkiem prof. dr. hab. Antoniego Ziemby, Warszawa 2020
  • D. Juszczak, H. Małachowicz, Galeria obrazów Stanisława Augusta w Łazienkach Królewskich. Katalog, Warszawa 2015
  • D. Juszczak, Dwanaście Rembrantów? Łazienkowska galeria obrazów Stanisława Augusta Poniatowskiego, w: Jeździec polski. Królewski Rembrandt. Katalog wystawy, Warszawa 2022

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Odcinek 1