4. Andreas Stech, Martwa natura z wiewiórką, 1672-78

Słuchaj

Nie sposób pominąć ten obraz podczas zwiedzania Muzeum Narodowego w Gdańsku. Wszystko za sprawą tytułowej wiewiórki. Stos owoców da się zignorować, ale gdy wspina się po nim znajomy gryzoń, mimowolnie podchodzimy bliżej, aby dokładniej mu się przyjrzeć. Wtedy okazuje się, że wiewiórka namalowana przez Andreasa Stecha wygląda dość groźnie. Urocze zazwyczaj zwierzątko szczerzy zęby i wyciąga pazury. Gdybyśmy chcieli je złapać i odciągnąć od owoców, mogłoby się odwdzięczyć głębokimi zadrapaniami. Dlaczego Andreas Stech tak nietypowo namalował wiewiórkę? Wyjaśnię Wam to w dalszej części tego odcinka. Przy okazji rozszerzę też temat martwych natur i ich znaczeń – nie tylko tych wanitatywnych, związanych ze śmiercią i przemijaniem, o których mogliście słyszeć w szkole.

Andreas Stech, Martwa natura z wiewiórką / źródło reprodukcji: WikiMedia

Co poza wiewiórką przedstawia obraz Andreasa Stecha? Kompozycja przypomina stół zastawiony na bankiet. Znajdują się na nim przede wszystkim owoce: jabłka, gruszki, morele, a także nieco bardziej egzotyczne winogrona, melony i częściowo obrana ze skórki cytryna. Na stole leży również bochen chleba i pokaźnych rozmiarów ser, częściowo pokryty pleśnią. Do tego napoje – najpewniej wino podane w bogato dekorowanym dzbanie i szklanym kielichu. Ten ostatni łatwo przeoczyć, bo jest wykonany z delikatnego, przezroczystego szkła, które ginie na tle kolorowych owoców.

Andreas Stech raczej nie namalował tego obrazu w całości z natury. Niektóre motywy, w tym wiewiórkę, pożyczył z twórczości nieco starszych kolegów po fachu. Innymi słowy – skopiował ten fragment z cudzej kompozycji. Nie było w tym nic dziwnego. Gdy malował ten obraz wciąż był początkującym gdańskim malarzem. Poza tym takie praktyki były wtedy na porządku dziennym. Artyści przerysowywali motywy albo bezpośrednio z obrazu albo z odwzorowujących je graficznych wzorników. W XVII wieku nie znano jeszcze pojęcia plagiatu.

Jacob Foppens van Es, Martwa natura z koszem owoców i wiewiórką – możliwa inspiracja Andreasa Stecha / źródło reprodukcji: WikiMedia

***

Mimo tego, że martwa natura, na którą patrzymy jest kreacją, gdański, świąteczny stół mógł w rzeczywistości tak wyglądać. Wszystkie widoczne na nim produkty były dostępne w nad Motławą w XVII wieku. Wliczają się w to także egzotyczne owoce takie jak cytryny. Jeśli miało się odpowiednie znajomości, istniała nawet szansa na zakup cytrusów z lokalnej uprawy. Są dowody na to, że najzamożniejsi mieszkańcy Gdańska hodowali je w specjalnych oranżeriach. Nawet dla nich cytryny były jednak luksusem. Pół kilograma tych owoców potrafiło kosztować nawet 1000 zł – oczywiście w przeliczeniu na współczesne pieniądze. Był to symbol luksusu i bogactwa. Zdarzało się nawet, że ludzie dawali je sobie w prezencie, i był to bardzo mile widziany, wystawny upominek.

Nie jest wykluczone, że to właśnie ze względu na wysokie ceny i małą dostępność cytryny były tak wyraźnie eksponowane na martwych naturach. Na większości z nich owoce te wyróżnia częściowo obrana, układająca się w spiralę skórka. Dzięki temu cytryna od razu zwraca uwagę. Taki zabieg mógł podkreślać zarówno umiejętności malarskie artysty, jak i zamożność zleceniodawcy.

***

Czy w podobny sposób można interpretować pozostałe elementy na obrazie? Miały za zadanie eksponować bogactwo mecenasa? I tak, i nie. Rola martwych natur była w tym czasie dość złożona.

Martwa natura była obecna w sztuce europejskiej od czasów antycznych, jednak w średniowieczu niemal zupełnie zniknęła jako samodzielny temat malarski. Wróciła do łask dopiero w XVI wieku, a więc po ponad tysiącleciu nieobecności. Czym było to spowodowane?  Badacze wiążą to wydarzenie … z narodzinami kapitalizmu oraz towarzyszącą mu potrzebą gromadzenia różnych dóbr. Z czasem pociągnęła ona za sobą chęć uwiecznienia ich na obrazach.

Ludzie czasów renesansu i baroku nie byli równie prostolinijni co my, gdy dzielimy się swoją codziennością na Instagramie. Wciąż było to bardzo religijne społeczeństwo. Nadmierne koncentrowanie się na doczesności było sprzeczne zarówno z katolickim, jak i protestanckim nauczaniem. Malarze nie mogli więc utrwalać na płótnach przedmiotów, tylko dlatego, że spodobały im się ich kolory lub forma. Konieczna była jakaś głębsza motywacja. Z tego powodu większość nowożytnych martwych natur oprócz tego że przedstawia rozmaite dobra, skrywa różne kody i symbole. Problem w tym, że nie zawsze potrafimy je odczytać. Ich znaczenie zatarło się z biegiem lat. Zdarza się również, że przekaz jest bardzo ekskluzywny – przykładowo w niderlandzkich martwych naturach bardzo częste są nawiązania do ludowych przysłów. Kto z nas zna jednak stare holenderskie porzekadła! Sami Holendrzy często mają znikomą wiedzę na ten temat.

Martwa natura z wiewiórką” na ekspozycji w Muzeum Narodowym w Gdańsku / zdjęcie z prywatnego archiwum autorki

Czy “Martwa natura z wiewiórką” również ma wymowę symboliczną? Najpewniej tak. Niektóre elementy prawdopodobnie miały wywoływać biblijne skojarzenia. Kielich wina, chleb i winogrona to dość czytelne nawiązanie do eucharystii. Również jabłka mogły kojarzyć się z Pismem Świętym, konkretniej z rajskim owocem z drzewa poznania dobra i zła.

Na obrazie można się również dopatrzyć wątków wanitatywnych. Chodzi o pokryty pleśnią ser. Mógł się on kojarzyć ze śmiercią i przemijaniem, ale nie tylko. Równie prawdopodobne jest, że nawiązywał, do prostego, oszczędnego życia. Serów nie przyrządzano wówczas, aby delektować się ich smakiem w towarzystwie wina. Był to praktyczny sposób na to, aby przechować mleko na zimę. Mało kto zdaje sobie dziś sprawę, że jeszcze niedawno mleko i jaja były towarem sezonowym. Zimą były niemal zupełnie niedostępne, bo zwierzęta nie dostawały odżywczych pasz, kiszonek i innych tego typu produktów. Tym samym od jesieni do wiosny krowy nie dawały mleka lub dawały go bardzo mało, a kury nie znosiły jajek. Świeży nabiał pojawiał się dopiero wiosną, gdy trawa na nowo zaczynała się zielenić i można było wyprowadzić zwierzęta na pastwiska. Ser był więc jedzeniem typowo chłopskim, które rzadko trafiało na patrycjuszowskie stoły. To, że Andreas Stech włączył go do swojej martwej natury mogłoby spowodowane tym, że chciał urozmaicić obraz o moralizatorski przekaz.

Również tytułowa wiewiórka mogła być swego rodzaju pouczeniem. Jak wszyscy wiemy, wiewiórki gromadzą zapasy na zimę. Zdarza im się jednak nie pamiętać, gdzie zakopały swoje łupy – z tego powodu kojarzyły się naszym przodkom raczej z zachłannością, głupotą i marnotrawstwem, niż gospodarnością. Wszystkie te skojarzenia wyjaśniałyby nietypowy wygląd wiewiórki – nadzwyczaj długie zęby, wyciągnięte pazury i to, że poniekąd rzuca się na jedzenie. Kierują nią typowo zwierzęce instynkty. Widz stojący przed obrazem powinien jednak potrafić zapanować nad swoimi zachciankami. Wiewiórka przestrzega go przed obżarstwem i uleganiem słabościom.

***

Sporo znaczeń jak na niepozorną martwą naturę z owocami, prawda? Czy tylko w ten sposób można ją odczytywać? Najpewniej nie. Wszystko o czym mówiłam to wyłącznie hipotezy. Oryginalne znaczenie pozostaje tajemnicą. Z pewnością nie powinniśmy jednak sprowadzać tego typu obrazów wyłącznie do roli dekoracji, szczególnie gdy mowa o siedemnastowiecznych martwych naturach niderlandzkich oraz wyraźniej inspirowanymi nimi dziełach, takich jak obraz Andreasa Stecha. Z drugiej strony nadmierne koncentrowanie się symbolice to również ślepa uliczka. Łatwo popaść tu w pułapkę nadinterpretacji.

Jak czytać więc martwe natury? Na co zwracać uwagę, gdy zetkniemy się z takim obrazem w muzeum? Wydaje mi się, że po prostu warto mieć z tyłu głowy, że większość z nich zawiera jakąś religijną lub moralizatorską treść. Nie trzeba jednak za każdym razem jej analizować. Równolegle można traktować te obrazy jako cenny materiał źródłowy. Ilustrację tego, jak wyglądała codzienność najzamożniejszych warstw społecznych w dawnych czasach. Zleceniodawcy martwych natur nie zawsze pragnęli bowiem edukować – czasem chcieli po prostu pochwalić się swoim bogactwem i podkreślić swój status społeczny. Wiedzieli jednak jak to zrobić w subtelny, zawoalowany sposób.

Książki i artykuły, z których korzystałam:

  • Laurence Bertrand Dorléac, L’art des chodes, w: Les choses. Une histoire de la nature morte (katalog wystawy w Luwrze), 2022.
  • Maria Bogucka, Życie w dawnym Gdańsku. Wiek XVI-XVII, 1967.
  • Rozmowa z prof. Marcinem Kalecińskim na antenie TOK FM
  • Bardzo polecam również książkę kucharską „Smaki Gdańska” autorstwa Aleksandry Kucharskiej oraz Katarzyny Fiszer.
  • Wszystkich tych, których zainteresował motyw wiewiórki w sztuce odsyłam natomiast do bardzo ciekawego artykułu Joanny Jaśkiewicz.

Zrealizowano przy pomocy finansowej Województwa Pomorskiego

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Odcinek 4