A co gdybym powiedziała Wam, że kolekcja Stanisława Augusta mogła być jeszcze liczniejsza? Że swego czasu król polecił dwóm londyńskim handlarzom sztuką zgromadzenie dla niego kolejnej puli obrazów, które miały wzbogacić jego zbiory, ale nigdy nie dotarły one do Polski, bo w międzyczasie doszło do jej trzeciego rozbioru? Oraz że zgromadzona w ten sposób kolekcja dała początek pierwszej w Anglii galerii sztuki otwartej dla publiczności? Tak brzmi mit założycielski Galerii Dulwich w Londynie. Do dziś przedstawia się ją jako królewską kolekcję obrazów, która nie powstałaby, gdyby nie ambitne plany Stanisława Augusta Poniatowskiego. 

Trudno nie czuć dumy, słysząc to wszystko. Serce rośnie jeszcze bardziej, gdy zerkniemy na listę obrazów prezentowanych w Dulwich i zobaczymy tam nazwiska takie jak Rembrandt, Vermeer, Poussin czy Rubens. Mimo wszystko radzę Wam powstrzymać entuzjazm, bo podobnie jak większość legend i ta nie mówi całej prawdy.

Nicolas Poussin, Triumf Dawida, ok. 1631

***

Dulwich Gallery to bardzo cenione przez Brytyjczyków muzeum, ale zazwyczaj nie ma tam wielu turystów. Wszystko przez to, że mieści się ono na przedmieściach Londynu i w natłoku atrakcji po prostu mało kto tam dociera. Tym lepiej dla nas. Będziemy mogli spokojnie przyjrzeć się kolekcji, jak i samemu budynkowi galerii projektu słynnego brytyjskiego architekta Johna Soane’a. Był to prawdziwie przełomowy projekt. Po raz pierwszy w historii zastosowano tu latarnie w sufitach, których zadaniem jest doświetlenie wnętrza galerii rozproszonym, naturalnym światłem. Późniejsi projektanci gmachów muzealnych będą wielokrotnie nawiązywać do tego rozwiązania. 

Galeria obrazów w Dulwich / źródło: Wikipedia

Nie architektura była jednak powodem, który przywiódł nas do Dulwich. Długo zastanawiałam się nad tym, na którym obrazie z kolekcji powinniśmy skoncentrować naszą uwagę. Ostatecznie wybrałam Triumf Dawida Nicolasa Poussina. Muszę przyznać, że nieszczególnie lubię tego malarza, ale akurat ten obraz bardzo mi się podoba. Większość artystów ilustrujących historię Dawida i Goliata skupia się na samej walce. Tu widzimy natomiast moment, gdy Dawid wnosi do Jerozolimy głowę olbrzyma nabitą na drewniany pal. Towarzyszą mu żołnierze oraz dwaj mężczyźni dmący w trąby. Triumfalny pochód zwrócił oczywiście uwagę mieszkańców miasta. Ludzie wiwatują, klaszczą i śpiewają na cześć pogromcy olbrzyma.      

Czy faktycznie mało brakowało, aby ten niezwykle oryginalny obraz został spakowany do skrzyni i wysłany do Warszawy? Aby udzielić rzetelnej odpowiedzi na to pytanie, trzeba cofnąć się do początków Galerii Dulwich. Wypadałoby również, abym przedstawiła Wam jej najbardziej zasłużonych donatorów — Noelaa Desenfansa i Francisa Bourgeois. Idąc dalej, zobaczymy w korytarzu ich popiersia. Upamiętnia ich także mauzoleum będące integralną częścią tej galerii, gdzie po dziś dzień znajdują się ich ciała. 

Obaj panowie byli handlarzami obrazów. W 1790 roku zawarli oni umowę ze Stanisławem Augustem Poniatowskim, a właściwie z jego bratem, prymasem Michałem Poniatowskim, którego mieliśmy już okazję poznać w odcinku, w którym opowiadałam Wam o portrecie księżnej Santacroce autorstwa Angeliki Kauffmann. Prymas poprosił ich o zgromadzenie kolekcji obrazów, która pozwoli stworzyć pierwszą polską galerię narodową w Warszawie. Zanim zdążyli jednak ukończyć to zadanie, doszło do drugiego, a następnie do trzeciego rozbioru Polski, w efekcie czego Stanisław August Poniatowski przestał być królem, a Rzeczpospolita na długie lata straciła niepodległość. Tym sposobem Bourgeois i Desenfans zostali sami z pokaźną kolekcją obrazów. Kilkakrotnie próbowali ją sprzedać — najpierw zaoferowali zakup całości carowi Rosji. Nie był on jednak nią zainteresowany, w związku z czym zorganizowali w Londynie głośną aukcję obrazów z kolekcji ostatniego polskiego króla. Nie przyniosła ona jednak oczekiwanych rezultatów — stąd pomysł, aby ofiarować kolekcję jakiemuś muzeum. Początkowo Bourgeois i Desenfans myśleli o British Museum, ale brakowało im zaufania do tej instytucji. Należało jednak czym prędzej podjąć jakąś decyzję. Niestety Bourgeois musiał zrobić to sam, bo w 1807 roku Desenfans zmarł, zapisując mu całą kolekcję. Ostatecznie obrazy trafiły do collegu w Dulwich. Nie dość, że Bourgeois przekazał tej uczelni wszystkie swoje obrazy, to wraz z wdową po wspólniku ufundował też budowę muzeum zaprojektowanego specjalnie z myślą o „królewskiej” kolekcji. 

To oficjalna wersja historii Dulwich Gallery, z którą można się zapoznać chociażby na stronie internetowej tego muzeum. Brzmi fantastycznie, ale nie zapominajmy, że napisała ją dwójka doświadczonych handlarzy, którzy jeśli tylko chcieli potrafili nawijać klientom makaron na uszy, byle tylko osiągnąć zamierzony cel. Opowieść o Dulwich Gallery niestety także ma drugie dno. Za chwilę wspólnie spróbujemy się do niego dokopać.

***

Pierwszy zgrzyt następuje, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że wśród obrazów, które można dziś oglądać w Dulwich, są tylko 52 płótna uwzględnione w katalogu aukcji, na której zaprezentowano „królewską” kolekcję. Co się stało z pozostałymi? Po prostu zostały sprzedane. Zarówno Desenfans, jak i Bourgeois nieustannie sprzedawali i kupowali obrazy. Najpierw robili to w celach spekulacyjnych. Gdy widzieli okazję do sprzedaży obrazu po cenie wyższej niż ta, za którą został kupiony, nie wahali się ani chwili. Gdy po śmierci Desenfansa zapadła natomiast decyzja o ofiarowaniu kolekcji Dulwich College, Bourgeois robił co w jego mocy, aby pozyskać do niej jeszcze wspanialsze dzieła, wyprzedając jednocześnie te, które uważał za mniej cenne. Wiele perełek Dulwich Gallery dołączyło do kolekcji właśnie na tym etapie.

Z rezerwą należy również traktować wspomniany katalog aukcyjny. Niestety nie jest to rzetelne źródło na temat obrazów zakupionych w Anglii dla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Pełno w nim wyssanych z palca informacji, które miały za zadanie zwiększyć wartość wystawionych na sprzedaż dzieł. Zaskakująca jest też ich liczba. W katalogu uwzględniono 660 obiektów. Wątpliwe jest jednak, aby wszystkie zostały nabyte dla Jego Wysokości króla Polski, choć właśnie to napisano na stronie tytułowej katalogu. Podejrzewa się, że był to raczej zmyślny zabieg marketingowy. Reklamując aukcję w taki sposób, Desenfans i Bourgeois chcieli jej zapewnić większy rozgłos. Ludzie mogli chcieć ją odwiedzić z czystej ciekawości, aby przekonać się, jakie obrazy gromadził polski król.

Nieco więcej światła na królewskie zamówienie wnosi inny dokument — spis około 120 obrazów przechowywanych w londyńskiej rezydencji Desenfansa przy Charlotte Street sporządzony rok po jego śmierci przez firmę ubezpieczeniową. Wielu badaczy jest zdania, że to właśnie te dzieła, lub przynajmniej niektóre z nich, mogły być przeznaczone dla polskiego monarchy. Trudno jednak ustalić, ile ostatecznie mogło ich być. Są na ten temat rozmaite teorie i niestety wszystkie opierają się raczej na domysłach niż twardych dowodach.  

Wydaje mi się, że opowiedziałam Wam już o tej kolekcji wystarczająco wiele, aby wrócić do pytania o Triumf Dawida. Spróbujmy ocenić, czy obraz ten mógł mieć jakikolwiek związek z królewskim zamówieniem. Był to zakup Noela Desenfansa – nabył go wiosną 1795 roku, a więc kilka miesięcy przed trzecim rozbiorem Polski. Teoretycznie wciąż mógł on być więc przeznaczony dla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Okoliczności zakupu obrazu nie sprzyjają jednak tej tezie. Triumf Dawida to jedno z wielu dzieł, jakie trafiły do Londynu po rewolucji francuskiej, gdy wielu paryskich arystokratów zostało zmuszonych do wyprzedaży swojego majątku. Ze względu na wyjątkowe okoliczności ich ceny sytuowały się zazwyczaj znacznie poniżej wartości rynkowej. Do tego aukcja, na której Desenfans kupił Triumf Dawida była podwójnie wyjątkowa, bo to on sam ją zorganizował. Zrobił to na prośbę Charlesa Alexandra de Calonne – francuskiego ministra finansów, któremu w porę udało się zbiec do Anglii. Oczywiście wciąż mógł chcieć przekazać to dzieło naszemu królowi. Równie prawdopodobne jest jednak, że zainwestował w nie wyłącznie dlatego, że po prostu mu się to opłacało. 

***

Pora więc, abyśmy spojrzeli prawdzie w oczy. Kolekcja obrazów Dulwich Gallery królewska jest tylko z nazwy. Tylko nieliczne obrazy, jakie się tam znajdują można jednoznacznie powiązać ze Stanisławem Augustem Poniatowskim. Choć wiadomo o tym nie od dziś, legenda o obrazach dla króla pozostaje żywa. Polakom myśl o królewskiej galerii na obczyźnie dodaje dumy i otuchy. Dla Dulwich Gallery jest to natomiast bardzo atrakcyjny mit założycielski, którego najwyraźniej nie zamierzają rewidować. I ja postanowiłam więc uwzględnić Dulwich Gallery w programie podróży tropem obrazów z dawnej królewskiej kolekcji, choć wiem, że prezentowane tu obrazy miały bardzo małe szanse na to, aby stać się jej częścią. Koniec końców historia tego miejsca jest kolejnym dowodem na to, że Stanisław August Poniatowski aktywnie dążył do tego, aby w Warszawie powstała galeria narodowa. Historia ewidentnie nie sprzyjała jednak jego planom.

Francis Bourgeois i Noël Desenfans na akwareli Paula Sandby z 1805 roku

Źródła: 

  • G. Waterfield, Galeria obrazów w Dulwich, w: Kolekcja dla króla. Katalog wystawy. Zamek Królewski w Warszawie, 1992
  • Materiały poświęcone wystawie “Arcydzieła dla króla? Rubens, Van Dyck, Teniers II ze zbiorów Dulwich Picture Gallery”, Łazienki Królewskie w Warszawie, 2022
  • Prawda i legenda o Galerii Obrazów w Dulwich”, wykład dr Angeli Sołtys dostępny na stronie Łazienek Królewskich

Muzyka wykorzystana w odcinku pochodzi ze strony Epidemic Sounds oraz Free Music Archive

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Odcinek 9