W tym sezonie podcastu przyjdzie nam się zmierzyć z wieloma zagadkowymi dziełami. Niemałym wyzwaniem była już Madonna wśród aniołów Fouqueta. A była to zaledwie rozgrzewka. Dziś zabieram Was do Muzeum Mayer van den Bergh w Antwerpii, gdzie przyjrzymy się Szalonej Grecie Pietera Bruegla. To jeden z tych obrazów, w które można wpatrywać się godzinami i nadal nie być pewnym, co o nich myśleć. Przedstawia orszak wzburzonych kobiet prowadzonych przez przedziwną postać – zwykłą chłopkę, a zarazem wojowniczkę – tytułową Szaloną Gretę lub Gochę, w zależności od tego, jak chcemy tłumaczyć tę potoczną formę imienia Margaret. Zarówno Greta, jak i zgromadzony za nią tłum wydają się zmierzać w stronę bram piekła, które przyjmują tu formę paszczy groteskowego monstrum. Po drodze muszą jednak rozprawić się z rozmaitymi piekielnymi stworami – okładają je wszystkim, co nawinęło im się pod rękę: chochlami, pogrzebaczami, kijami. Tymczasem uzbrojeni w zbroje i włócznie mężczyźni chowają się pod mostem i z przerażeniem w oczach przypatrują się całej tej apokaliptycznej scenie. Pokrótce opowiedziałam Wam zaledwie o kilku głównych bohaterach. Wokół roi się jednak jeszcze od wielu innych kreatur, które nie wydają się być ani ludźmi, ani demonami. Niektóre są tak osobliwe, że zwyczajnie brakuje mi słów, aby je opisać. Jakie jest więc ich zadanie? Co Bruegel chciał wyrazić poprzez całą tę kompozycję? I czy na pewno miała być to jedna spójna opowieść? Spędźmy przed tym obrazem jeszcze chwilę i przekonajmy się.

Pieter Bruegel, Szalona Greta, ok. 1562, Muzeum Mayer van den Bergh w Antwerpii
Muzeum Mayer van den Bergh nie należy do najczęściej odwiedzanych miejsc w Antwerpii – wielu turystów nie wie pewnie nawet o jego istnieniu. Tym bardziej polecam się tam wybrać. To jedna z niewielu publicznych galerii, gdzie można oglądać obrazy Bruegla bez tłumów, a największym skarbem tej kolekcji jest właśnie Szalona Greta – jedno z jego najbardziej tajemniczych dzieł.
Gdy sama po raz pierwszy stanęłam przed tym obrazem, chciałam widzieć w nim wyraz kobiecej siły i gniewu, ilustrację przysłowia „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” – dowód na to, że gdy sytuacja staje się naprawdę trudna, kobiety są tymi, które stają na wysokości zadania, nawet jeśli muszą się przy tym posunąć do skrajności.
Potem dotarło do mnie jednak, że wpadłam w pułapkę, o której opowiadałam Wam przy okazji Madonny wśród aniołów Jeana Fouqueta – patrzyłam na ten obraz wyłącznie przez pryzmat współczesnych wartości. Oczywiście nie ma w tym nic złego, możemy doszukiwać się w dawnym malarstwie analogii do czasów współczesnych, tym bardziej że niektóre dzieła bywają zaskakująco aktualne.
W tym wypadku strategia ta miała jednak swoją cenę. Koncentrując się na kobiecej sile, ignorowałam to, że moje bohaterki mają też wady. Nie chciałam dostrzec, że armia dowodzona przez Gretę może i próbuje opanować chaos, który zapanował w mieście, ale jednocześnie sama go pogłębia. Spójrzcie tylko na to, co dzieje się wokół domu przy moście: grupa kobiet wyważyła prowadzące do niego drzwi i workami wynosi różne kosztowności. Inne rzucają się na monety wysypujące się z jajowatego odwłoka mężczyzny siedzącego na dachu – jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. Sama Greta niesie ze sobą worki i kosze z łupami, a nie są to przedmioty, które mogą przydać się w walce.

Nie ma więc co się łudzić, że pierwotni odbiorcy tego obrazu interpretowali ją jako postać pozytywną. Jeśli chcemy poznać ich perspektywę, musimy spojrzeć na to dzieło nieco głębiej i uważniej – odrzucić współczesny punkt widzenia, dowiedzieć się nieco więcej o czasach, w których powstało, i na tej podstawie spróbować odtworzyć oryginalne konteksty.
Zacznijmy od kontekstu społecznego i bazowych skojarzeń, jakie Szalona Greta mogła rodzić w głowach mieszkańców szesnastowiecznej Flandrii.
Imię głównej bohaterki mogli rozumieć dwojako. Z jednej strony mogła im się kojarzyć ze świętą Małgorzatą – jedną z nielicznych chrześcijańskich świętych, którą przedstawia nie jak bierną męczennicę, tylko odważną heroinę, która sama ujarzmiła smoka.

Joan Reixach Święta Małgorzata, ok. 1456, Museu Nacional d’Art de Catalunya w Barcelonie
Na obrazie Bruegla nie widzimy jednak Małgorzaty, lecz Gretę i jest to znacząca różnica. W tej formie imię to kojarzyło się po prostu ze starą, zrzędliwą babą, co niestety pasuje do sposobu, w jaki została zobrazowana Szalona Greta. Na jej twarzy i szyi widoczne są liczne zmarszczki, usta rozdziera krzyk, a w oczach maluje się istny obłęd. Wymowny jest także jej strój – ma na sobie zaledwie niewielki fragment zbroi, a za hełm służy jej zwykła blaszana miska, spod której wystaje zupełnie nieadekwatna w tej sytuacji przezroczysta woalka. Nie jest to dzielna wojowniczka – raczej jej karykatura.
Ze względu na to, że Greta znacząco przewyższa rozmiarami pozostałe uczestniczki marszu, mogła też przywoływać na myśl karnawałowe pochody organizowane do dziś w wielu belgijskich miastach. Ich nieodłączną częścią były i są budowane specjalnie na tę okazję figury olbrzymów inspirowane rozmaitymi lokalnymi legendami. Rzadko są to jednak bohaterowie pozytywni – wystarczy wspomnieć choćby historię olbrzyma Druona Antigona. Miał on terroryzować okolice Antwerpii i odcinać rękę każdemu, kto nie zapłacił mu za przekroczenie rzeki Skaldy. Kres jego panowaniu położył dopiero rzymski legionista Silvius Brabo – pokonał potwora, odciął mu w rewanżu dłoń i wrzucił ją do rzeki. Stała się ona symbolem Antwerpii – o legendzie przypomina pomnik Silviusa Brabo na placu przed ratuszem, lokalne ciasteczka w kształcie dłoni, a nawet sama nazwa miasta – ma się ona wywodzić od słów hand werpen – co znaczy po prostu „rzucać ręką”.
Skojarzenie Grety z olbrzymką również nie stawia tej postaci w najlepszym świetle. Olbrzymy to według podań istoty prymitywne, kierujące się najniższymi instynktami. Ich karnawałowe podobizny miały natomiast przede wszystkim bawić tłum – były cudaczne i groteskowe. Niecodzienne atrybuty, przerysowany strój i nad wyraz ekspresyjny wyraz twarzy Grety bez dwóch zdań wpisują się i w tę estetykę.
Jak karnawał, tak i przysłowia. Skoro jednym z pierwszych skojarzeń, jakie pojawiło mi się w głowie, gdy stanęłam przed Szaloną Gretą, było powiedzenie „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, podobnie mogło być w przypadku pierwotnych odbiorców tego obrazu. Pasuje do niego mnóstwo flamandzkich mądrości ludowych, ale gdybym miała przytoczyć je tu wszystkie, wyszłaby nam z tego nieznośna wyliczanka. Pozwólcie więc, że wybiorę jedno – moje ulubione:
Jedna kobieta wszczyna zgiełk, dwie – niemałe kłopoty, trzy – jarmark, cztery – kłótnię, pięć – armię, a przeciwko sześciu sam diabeł nie ma broni.
Mógłby to być opis obrazu Bruegla, prawda? Patrzymy przecież na armię nieustraszonych kobiet, które bohatersko stawiają czoła siłom piekielnym i wydają się być na wygranej pozycji. Po raz kolejny obawiam się jednak, że za czasów Bruegla zarówno obraz, jak i przytoczone powiedzenie miały ilustrować raczej destrukcyjną siłę kobiecego gniewu.
Jeśli chcemy, możemy iść o krok dalej i uzupełnić te wątki o kontekst polityczny. Obraz powstawał w niełatwych dla Niderlandów czasach, które pokrótce zarysowałam już w odcinku o Rubensie. Było to stulecie krwawych wojen na tle religijnym, którym towarzyszyły okrutnie stłumione powstanie Flamandów przeciw władzy Hiszpanii oraz liczne bunty chłopskie. Nie można więc wykluczyć, że apokaliptyczne obrazy Bruegla narodziły się w jego głowie wtedy, gdy na własne oczy obserwował te okropności.
Na domiar wszystkiego był to wyjątkowy moment w historii Europy, gdy władzę w wielu krajach sprawowały kobiety. Anglią rządziła Elżbieta I, Szkocją – Maria Stuart, królem Francji był Karol IX, lecz w momencie powstania obrazu Bruegla miał on zaledwie dwanaście lat, więc władzę de facto sprawowała jego matka – królowa regentka Katarzyna Medycejska. Namiestniczką Niderlandów była natomiast Małgorzata Parmeńska. Czy to właśnie ją uosabia Szalona Greta? Najpewniej nie – to nie dama, lecz prosta chłopka w przypadkowo skleconej zbroi. Zbieżność imion nie musi być jednak przypadkowa. Może być to alegoria ogólnej sytuacji politycznej w kraju – szerzącej się herezji, okrucieństwa i powszechnego chaosu.
Jest jeszcze literatura – i tam niektórzy dopatrują się źródeł dla Szalonej Grety, przede wszystkim w Statku głupców Sebastiana Brandta. To tekst satyryczny opisujący pasażerów statku płynącego do Narragoni, czyli fikcyjnej krainy głupców. Każdy z nich uosabia jakąś ludzką słabość: chciwość, próżność albo lekkomyślność. Nawiasem mówiąc, Brandt nawiązał w tym utworze do prawdziwej historii – tzw. „statki głupców” rzeczywiście istniały. Umieszczano na ich pokładach osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi, chorych psychicznie lub po prostu ludzi niewygodnych dla jakiejś społeczności i wysyłano ich w bliżej nieokreślonym kierunku.
Zostawmy jednak ten okrutny proceder i wróćmy do Szalonej Grety. Bezpośrednim nawiązaniem do Statku głupców może być łódź znajdująca się na barkach olbrzymiego mężczyzny siedzącego na dachu – tego samego, który rozsypuje wokół monety. On sam byłby wówczas wyobrażeniem głupoty, a postaci w łodzi – czterech różnych ludzkich słabości. W podobny sposób można rozpatrywać wszystkie kreatury zaludniające ten obraz – one także mogą ilustrować rozmaite grzechy i przywary, choćby nałóg pijaństwa. Jak inaczej interpretować beczkę na czterech łapach z ludzką twarzą, którą można wypatrzyć w lewym dolnym rogu kompozycji?


Brandt poświęca też obszerny fragment alegorii zmysłowej miłości i pożądania: kobieta zostaje tam przedstawiona jako ta, która odwraca mężczyzn od rozumu i pobożności, prowadząc ich do szaleństwa. Może właśnie taką żądzę i obłęd uosabia Greta wraz ze swoimi towarzyszkami? Może dlatego mężczyźni na obrazie wydają się kompletnie bezradni?
To jeden z wielu kluczy, według których można odczytywać to dzieło. Jest ich znacznie więcej niż te, o których właśnie Wam opowiedziałam i muszę przyznać, że sama się w nich gubię. Przygotowując się do tego odcinka, co i rusz natrafiałam na coraz to nowe tropy i ścieżki interpretacji – było tego wszystkiego tak dużo, że wprost wariowałam od nadmiaru wątków.
Poniekąd właśnie o to chodziło. Nie o to, aby doprowadzić widza do obłędu, ale aby zmotywować go do myślenia, budowania skojarzeń i wymieniania się nimi z innymi. Właśnie dlatego obraz jest tak dziwny i niejednoznaczny. Bruegel, podobnie jak Hieronim Bosch, na którego obrazach bez wątpienia się wzorował, tworząc swoje fantastyczne światy, prawdopodobnie działał na zlecenie bardzo specyficznej grupy klientów – doskonale wykształconej, obytej w świecie humanistycznej elity, której opatrzyły się już iluzjonistyczne sztuczki artystów poprzednich generacji, takich jak Jan van Eyck, odwzorowujący z niebywałą precyzją każdy detal rzeczywistości. Chcieli od malarstwa czegoś więcej. Zależało im na tym, aby nie tyle naśladowało ono rzeczywistość, co wychodziło poza nią, dawało upust fantazji i nieposkromionej wyobraźni.

Hieronim Bosch, Statek głupców, ok. 1510–1515, Luwr w Paryżu
W odpowiedzi na tę potrzebę Bosch, a potem Bruegel wskrzesili pomysły rodem ze średniowiecznych marginaliów i zaczęli tworzyć fantastyczne światy na opak, w których wizualizowały się skrywane żądze i pragnienia. A to wszystko to dla wyrafinowanej rozrywki – tego, by uczone towarzystwo miało dobry pretekst do rozmów. Zarówno tych wzniosłych, o literaturze i filozofii, jak i całkowicie przyziemnych, a niekiedy wręcz nieprzyzwoitych, o rzeczach, o których w towarzystwie zazwyczaj mówić nie wypada.
Najlepsze, co można zrobić przed tym obrazem, to właśnie wczuć się w tę rolę. Główkować, dyskutować, a nawet kłócić się o znaczenie rozmaitych fragmentów – nie po to, aby dociec, co autor miał na myśli, ale po to, żeby po prostu dobrze się przy tym bawić.
Wybrane źródła:
- M.A. Sullivan, Madness and Folly: Peter Bruegel the Elder’s Dulle Griet, The Art Bulletin, Vol. 59, No. 1 (Mar., 1977), pp. 55-66
- L. Huet, The Surprises of Dulle Griet, THE BRUEGEL SUCCESS STORY, Papers Presented at Symposium XXI for the Study of Underdrawing and Technology in Painting, Brussels, 12–14 September 2018
- A. Ziemba, Sztuka Burgundii i Niderlandów 1380–1500. Malarstwo tablicowe, t. 2, Warszawa 2011.
Muzyka wykorzystana do udźwiękowienia odcinka pochodzi z banku Epidemic Sounds.
Zrealizowano we współpracy z Przedstawicielstwem Flandrii w Polsce i w Krajach Bałtyckich.

