9. Rembrandt Harmensz van Rijn, Rozpłatany wół, sala 844

Słuchaj

Po co nam obrazy? Jeśli masz za sobą kilka odcinków tego podcastu wiesz, że dzieła sztuki powstają z różnych powodów. Czasem jest to chęć utrwalenia lub poprawienia swojego wizerunku. Czasem obraz ma chwalić Boga. Artysta może też utrwalić na płótnie jakąś ważną historię albo zakamuflować na nim jakieś alegorie.

Po co i dla kogo powstał zatem „Rozpłatany wół” Rembrandta? Nazwisko zleceniodawcy nie jest nam znane. Wszystko wskazuje na to, że w ogóle go nie było. Rembrandt namalował ten obraz sam z siebie. Nie był on niczyją zachcianką. Dlaczego Rembrandt podjął się więc tak niewdzięcznego tematu, jak rzeźnia? Czy ktokolwiek chciałby kupić od niego taki obraz, aby oglądać go później na ścianie swojego domu?

A gdybym powiedziała Ci, że nie patrzysz na obraz, lecz projekt do przetargu? Że celem tego obrazu było pozyskanie większego, znacznie bardziej prestiżowego zlecenia?

Teoria, o której za chwilę Ci opowiem jest oczywiście jedynie hipotezą. „Rozpłatany wół” z Luwru to prawdziwa łamigłówka. Mamy na jego temat bardzo mało źródeł, więc żadnej z interpretacji tego obrazu nie można być w 100% pewnym. Żadna interpretacja „Rozpłatanego woła” nie zaintrygowała mnie w takim stopniu, jak to co zaproponowała niedawno, bo w 2017 r., profesor Margaret Carroll.

Gdzie dokładnie prezentowany jest “Rozpłatany Wół” Rembrandta?

Po dostaniu się na drugie piętro poruszamy się po galerii sztuki niderlandzkiej. Aby zobaczyć obrazy Rembrandta, należy iść prosto, a następnie za rogiem skręcić w prawo.

Rembrandt, “Rozpłatany Wół”, źródło: rembrandpaintings.com

Motyw vanitas? Czy aby na pewno?

Spodziewam się, że nie widzisz „Rozpłatanego Woła” po raz pierwszy. Pewnie zdarzyło Ci się natknąć na reprodukcję tego obrazu w podręczniku do języka polskiego. Ja na pewno tam go widziałam, tuż przy hasłach typu vanitas lub memento mori.

„Rozpłatanego woła” faktycznie często wiążę się z barokową fascynacją śmiercią i przemijaniem. Niektórzy idą jeszcze o krok dalej i porównują ubitego woła z Chrystusem na krzyżu.

Nie neguję tej teorii, bo temat faktycznie potraktowany jest nietypowo i z pewnością nie jest to zwykła scena rodzajowa.

Warto jednak pamiętać o tym, że widok zabitego zwierzęcia nie był dla ludzi współczesnych Rembrandtowi niczym nadzwyczajnym. Nas może szokować, bo nie oglądamy takich obrazów na co dzień. Nasze mięso jest zapakowane w estetyczne, plastikowe pudełka. Nie tężeje na belce w stodole, nie leje się z niego krew.

Tymczasem w XVII wieku właśnie to była codzienność. W jesiennym uboju asystowały niekiedy całe rodziny, w tym dzieci. One szczególnie wyczekiwały tego momentu – z bardzo prostego powodu – nie miały zabawek takich jak te, które Ty pamiętasz z dzieciństwa. Natomiast z wołowego czy świńskiego pęcherza można było  zrobić piłkę. Wystarczyło go nadmuchać, zasznurować w skórzanej powłoce i zabawka była gotowa.

Hubert van Ravesteyn, W rzeźni, źródło: Sothebys

Rzeźnicy i lekarze…

Co jeśli nie chęć podkreślenia kruchości ludzkiego życia mogło więc skłonić Rembrandta do namalowania „Rozpłatanego woła”?

Aby to zrozumieć, musimy wczuć się w jego sytuację. W 1655 roku Rembrandt nie był w zbyt dobrej sytuacji finansowej. Żył nieco zbyt rozrzutnie i wpadł w spiralę długów. Do tego wplątał się w romans ze służącą i nieślubny związek nieco zepsuł mu reputację.

W międzyczasie amsterdamska gildia chirurgów powołała nowego prelektora anatomii. W 1653 roku miejsce Nicolasa Tulpa zajął Jan Deyman. Można było więc się spodziewać, że nowy prelektor, podobnie jak jego poprzednik, będzie chciał, aby jakiś malarz namalował go podczas lekcji anatomii.

Rembrandtowi bardzo zależało na tym, aby gildia wytypowała go do tego zlecenia. Zarówno z powodów finansowych, jak i prestiżowych. To w końcu on uwiecznił przy pracy dr Tulpa.

Rembrand, Lekcja anatomii dr Tulpa, 1632, źródło: Wikimedia Commons

Rembrandt nie był jednak jedynym malarzem, który podejmował się wówczas takich tematów. Po piętach deptała mu młodsza konkurencja. Od namalowania lekcji anatomii dr Tulpa minęło w końcu ponad 20 lat.

Co jednak ma z tym wszystkim wspólnego „Rozpłatany wół”? Nie jest wykluczone, że całkiem sporo. Musisz bowiem wiedzieć, że w czasach Rembrandta amsterdamscy chirurdzy i rzeźnicy stacjonowali w jednym budynku. Podobnie było zresztą w Rotterdamie – zwierzęta ubijano na parterze, a lekcje anatomiczne odbywały się na pierwszym piętrze hali. Łatwo więc wyobrazić sobie, że Rembrandt mógł zobaczyć zabitego woła, podczas gdy odwiedzał chirurgów w ich siedzibie i to dlatego go namalował.

Rycina przedstawiająca XVII-wieczną siedzibę amsterdamskich chirurgów, jak widać sąsiadowała z targowiskiem, gdzie stacjonowali także rzeźnicy / źródło: Stadsarchief
Rembrandt, Rzeźnicy rozbierający mięso, 1655, źródło: Staatliche Museen zu Berlin

Wciąż nie wiemy jednak, co Rembrandt chciał później zrobić z tym osobliwym obrazem. Mógł być on oczywiście przeznaczony na sprzedaż. Równie prawdopodobne jest jednak, że Rembrandt namalował obdartego ze skóry woła, właśnie po to, aby przekonać gildię do tego, aby zleciła mu namalowanie kolejnej lekcji anatomicznej,  że chciał w ten sposób udowodnić, że poradzi sobie także z namalowaniem ludzkiego, otwartego ciała, że w Amsterdamie nie ma malarza, który byłby w stanie to zrobić z równie wielką maestrią, więc to właśnie on powinien uwiecznić przy pracy najlepszego chirurga w Amsterdamie.

Gdyby była to prawda, byłby to bardzo skuteczny zabieg, bo Rembrandt dostał to zlecenie. Lekcja Anatomii dr Dejmana była gotowa w 1656 r. czyli rok po namalowaniu „Rozpłatanego woła”. Co ciekawe ciało poddawane sekcji zostało namalowane zupełnie inaczej niż na lekcji anatomii dr Tulpa.

Rembrandt, Lekcja anatomii dr Deymana, 1656, oryginalnie obraz był większy, ale uległ zniszczeniu w pożarze / źródło: Wikimedia Commons

W swojej pierwszej lekcji anatomii Rembrandt podszedł do tematu dość zachowawczo. Dr Tulp prezentuje jedynie mięśnie przedramienia skazańca, podczas gdy reszta ciała jest nienaruszona. Rembrandt był często z tego powodu krytykowany, bo lekcje anatomiczne w rzeczywistości tak nie wyglądały. Tak naprawdę najpierw rozcinano brzuch, wyjmowano z niego wnętrzności, potem badano i odcinano głowę i dopiero na końcu badano kończyny.

Za drugim razem Rembrandt nie popełnił więc tego błędu i namalował lekcję anatomiczną bardzo realistycznie, nie szczędząc widzowi makabrycznych widoków. Kto wie, czy nie pomógł mu w tym namalowany rok wcześniej, obdarty ze skóry wół.

Obrazy Rembrandta w Luwrze, źródło: Flickr

Książki i artykuły dla dociekliwych:

  • Margaret D. Carroll, The Blade and the Brush: Rembrandt’s Slaughtered Ox and Anatomy of Doctor Deyman, źródło: https://academic.oup.com/oaj/article-abstract/40/3/347/4705998
  • Alison M. Kettering, After Life: Rembrandt’s Slaughtered Ox, źródło: https://www.academia.edu/39989928/After_Life_Rembrandt_s_Slaughtered_Ox
  • Agnieszka Rosales Rodriguez, Śladami dawnych mistrzów. Mit Holandii Złotego Wieku w dziewiętnasto­wiecznej kulturze artystycznej, Warszawa 2008.

Muzyka wykorzystana w podcaście pochodzi z dwóch banków muzyki: Epidemic Sound oraz Free Music Archive.

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Historyczka sztuki, copywriterka i storytellerka. Od lat zaprzyjaźniona z klawiaturą. Mikrofon dopiero oswaja, ale czuje, że i ta znajomość ma przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Subscribe

Odcinek 9